Luźne dywagacje.

Długo czekałem na wystarczającą wenę, aby zabrać się do napisania kolejnego numeru Niecodziennika Republikańskiego. Ostatni numer, tego jakże ambitnego czasopisma, pojawił się w marcu 2016 roku. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze siądę przed monitorem, aby pobawić się w mikroświatowego redaktora, ponieważ w mojej ocenie, już od dawna jest to zbędne zajęcie, które nic nie wnosi. Wystarczy tylko rzucić okiem na Planetę Mikronacji, no chyba, że o jej istnieniu już też zapomnieliście. Grupa odbiorców, która przeczyta mój wywód, zapewne zamknie się w ilości palców u dłoni, no ale czasem w życiu trzeba robić rzeczy bezużyteczne, które dadzą chociaż nam odrobinę satysfakcji. 

Mikroświatem zacząłem się ponownie interesować po wielomiesięcznej przerwie, dlaczego? Nie wiem, zapewne sentyment i jakieś wewnętrzne poczucie obowiązku, aby sprawdzić, jak miewa się nasza wirtualna ojczyzna. Po pewnym czasie w życiu chyba każdego mikronauty nadchodzi taki czas, kiedy życie realne staje się tak przytłaczające, że spycha świat ten wirtualny na dalszy plan. Jest to moment, kiedy wiele osób porzuca ten specyficzny rodzaj rozrywki i skupia się na sprawach ważnych, które mają rzeczywisty wpływ na ich życie. Tak było w moim przypadku i pewnie każdy doświadczył czegoś podobnego. Jednakże z czasem zazwyczaj znajdujemy chwilę czasu dla siebie i odbywamy sentymentalną podróż do wirtualnego świata, w którym niegdyś potrafiliśmy przesiedzieć całe dnie i wraz z innymi ludźmi, pracować na rzecz kraju, albo brać udział w innych ambitnych inicjatywach. I tutaj sam sobie stawiam zasadnicze pytanie, co dostrzegłem podczas mojej sentymentalnej podróży?

Nie chcę mi się zbytnio lać wody i pisać dekadenckich tekstów, które miałyby wieścić, że mikroświat chyli się ku upadkowi, ponieważ jest to wtórne i żałosne, i chyba każdy czytał już coś podobnego. Jednak nie sposób zauważyć jednej rzeczy, a mianowicie tego, iż populacja mikroświata zmniejsza się. Ilość państw, która istniała na przełomie 2010 roku, więc całkiem niedawno, a ich ilość obecnie, jest naprawdę o wiele mniejsza. Co się stało z mieszkańcami owych państw? Tego nie wie nikt, aczkolwiek z pewnością większość z nich nie wyemigrowała do krajów, które istnieją w chwili obecnej. O przyczynach upadku bądź marazmu wielu zasłużonych państw, moglibyśmy pisać godzinami, dlatego daruję to sobie, bo w tym temacie, każdy jest mądrzejszy od drugiego. Mnie tylko zastanawia, dlaczego zdecydowana większość byłych obywateli tych państw, nigdy więcej nie wróciła do wirtualnego świata? Warto byłoby się kogoś o to zapytać, dlatego takie właśnie pytanie zadam dwóm moim dobrym znajomym, którzy od kilku już lat, nawet nie chcą myśleć o ponownym zaangażowaniu się w życie mikroświata. Poniżej znajdziecie ich zacytowane wypowiedzi w tym temacie:

Mikronacje od zawsze były niszowe. Można je porównać do produkcji Paradox-u. Przykładowy Hearts of Iron lub seria Europa Universalis. Są to produkty które celują do konkretnych grup społecznych. Miłośników przede wszystkim historii, polityki czy nawet ekonomii. 

W ciągu kilku lat mojej obecności ujrzałem powstawania różnych v-państw. Dziś ilość mikronacji jest o wiele mniejsza, tym samym zginęło pojęcie “yoyonacji”. Elementem który wpływa na rezygnację z mikronacji jest wypalenie. Ciągle ci sami ludzie, to samo państwo, nic nowego się nie dziele. Sprawia to, że osoba zaangażowana rezygnuje prędzej czy później. 

Z drugiej strony mamy niszowość, czyli szansa, że ktoś “wejdzie” do tego świata jest o wiele mniejsza niż w przypadku innego produktu.

Silnik mikronacji jest bardzo stary, przecież wszystko toczy się na forum. Forum jest ograniczone. Wojny są prawie, że niemożliwe, gospodarka czysto tekstowa w ostateczności państwo zmienia się w symulator parlamentu.

Jednak brak unifikacji i jednego silnika sprawia, że każda mikronacja jest unikalna.

Na końcu ludzie dorastają. Idą na studia, zmieniają otoczenie, podejmują pracę czy zakładają rodziny. Czas który mogą poświęcić na mikronacje jest coraz mniejszy. 

Można spytać “Co dalej” z mikronacjami. Na pewno one nie znikną z dnia na dzień lecz staną przed wyborem drogi ewolucji. Mikronacje nie mogą stać się “grą”, one nigdy nawet nią nie były. Jedną z lepszych dróg byłoby utworzenie ONZ-u i promowanie mikronacji, ludzi zainteresowanych tą wyjątkową tematyką jest wielu. Jednak problem z silnikiem pozostanie, ma on swój urok, wyjątkowy, ale jednak na standardy dzisiejsze jest mocno archaiczny i niedoskonały.  

 

 

Zasadniczo zrezygnowałem z mikroświata z paru powodów, gdzie wyróżniłbym bezpośrednie i długoterminowe. Bezpośrednim były zdecydowanie narodziny gier wojennych na Facebooku (szerzej znanych pod angielską nazwą wargames), na swój sposób podobnych do mikronacji, a dających większą dynamikę i pewien powiew świeżości, nie ujmując tutaj w żaden sposób mikronacjom, które z perspektywy czasu mogę ocenić jako stojące na zdecydowanie wyższym poziomie. Potem i z tego zrezygnowałem, na rzecz, no właśnie, działalności społecznej i konferencji Model United Nations, tj. młodzieżowych symulacji ONZ. Zabawa w młodzieżową «politykę», czy prawdziwą czy symulowaną w jakiś sposób jest spowodowana przez wczesny wpływ mikronacji. Jest sporo osób z mikroświata, które dążę niezmiennie szacunkiem (chylę czoła ojcom Bialenii, premierowi von Wittowi i królowi-towarzyszowi Ametystowi), są i wśród nich takie które wpłynęły znacząco na moją realną drogę życiową. Dlaczego nie wracam? Bialenia nadal jest w moim sercu i mam do niej niezwykle sentymentalny stosunek, ale jednak trudno byłoby mi wrócić. Ten pociąg do realnej «polityki» (wciąż w cudzysłowie, bo na tym etapie ciężko to polityką nazwać, prędzej społecznikostwem) robi swoje w kontekście powrotu. Czas wolny, a dokładniej jego dojmujący brak w programie matury międzynarodowej, do tego różne aktywności pozaszkolne, olimpiady, prace badawcze, innego rodzaju obowiązki. Ciężko dla mikroświata wysupłać czas. Jeżeli kiedykolwiek, to pewnie dopiero po maturach, jak czasu będzie (sic!) więcej.

Wnioski? Wyciągnijcie sami. Jedynie nawiążę do wypowiedzi pierwszego autora, który wspomniał o unifikacji. Osobiście od zawsze jestem zdania, że mikroświat musi być traktowany, jako jeden wielki projekt, a nie kilka mniejszych, które cieszą się na widok, kiedy ich konkurencja powoli zaczyna dogorywać. Dlatego od zawsze twierdzę, że lekiem na wszelkie bolączki v-świata, jest wspólne zaplecze informatyczne, które dałoby możliwość wspólnego systemu gospodarczego. Wielokrotnie wspominałem o potrzebie utworzenia polskiego Bastion Union, a nawet byłem zaangażowany w projekt o nazwie Wspólnota Mikronacji, jednak posiadałem wtedy zbyt nikłe doświadczenie, aby podejść do tego projektu profesjonalnie, a co tu dużo ukrywać, po prostu byłem zbyt młody i nieogarnięty, aby moje działania mogły w jakiś sposób pomóc przekonać ludzi do tej idei. Warto wspomnieć, że kraje, które wówczas zaniechały dołączenie do WM, nie przetrwały do dnia dzisiejszego i ślad w zasadzie po nich zaginął. Czy mógł być to dla nich ratunek? Na dwoje jahołdzki szaman wróżył. Serdecznie przesyłam pozdrowienia dla Pavl’a Abramovicia, prezydenta Republiki Interlandu, który był twórcą i pomysłodawcą idei Wspólnoty Mikronacji. Szkoda, że to nie wypaliło, bo była to z pewnością szansa dla wielu państw.

Feliks Spirkin

Dżamahirija Bialeńska

Republika Bialeńska jest państwem bez wątpienia o dość specyficznym klimacie. Jest to miejsce, gdzie przenikają się klimaty tak różne, że jest to dla wielu niezrozumiałe oraz komiczne. Żeby zrozumieć tę aurę tajemniczości otaczającą nasz kraj, trzeba stać się jego częścią i dać się ponieść jego specyfice. Domeną Bialenii jest to, że nigdy nie został narzucony siłą żaden klimat. Wiele mikronacji zostało już na początku swego istnienia skazanych na jeden sztywny schemat, czego przykładem mogą być państwa inspirowane Hiszpanią, Watykanem, krajami nordyckimi czy dawnymi mocarstwami sprzed I Wojny Światowej. Czas pokazał, że takie twory wcześniej czy później ulegają wypaleniu, ponieważ ich charakter nie pozwala na improwizację oraz rewolucję kulturową. Bialeńczycy postanowili oprzeć specyfikę swojej ojczyzny na swoich zainteresowaniach, co w pewnym sensie było bezprecedensowe. Wykształcenie się bialeńskiego klimatu zajęło lata i nawet do tej pory jest on na tyle elastyczny, iż każdy kto ma jakiś kuriozalny pomysł, a jest go w stanie chwytliwie zaprezentować, może liczyć na uznanie wśród reszty rodaków. Przykładów było wiele i tutaj musielibyśmy się cofnąć nawet do początków naszej państwowości, aczkolwiek wydaję mi się, że nie jest to najważniejsze w temacie, który chcę poruszyć.

Pewien czas temu po odzyskaniu przez Republikę Bialeńską niezawisłości, obywatele zdecydowali podzielić kraj na dwie części. Bialeńczycy są narodem bardzo zróżnicowanym i większość z nich posiada tendencję do narzucania swoich racji reszcie rodaków, co siłą rzeczy musi prowadzić do sporów wewnętrznych. W celu ich zażegnania i pogodzenia zwaśnionych obywateli, po długich dyskusjach został znaleziony złoty środek, a mianowicie podzielenie państwa na Dżamahiriję Bialeńską oraz Rzeszę Bialeńską. Dzięki temu konsensusowi, obywatele mogli wybrać obóz, który bardziej odpowiada ich światopoglądowi. Dzisiaj przyjrzymy się Dżamahiriji, która niczym feniks z popiołów, odradza się po dość długim marazmie.

Osoby skupione wokół tej północnej części Bialenii, są tą częścią społeczeństwa, która przede wszystkim ceni sobie konserwatywne wartości Republiki. Spotkamy się tutaj z dużą ilością zielonych flag oraz innych wzorców zaczerpniętych z realnej Libii Muammara Kaddafiego, który to wręcz stał się ikoną Republiki Bialeńskiej w początkowym okresie jej istnienia. Z czasem, wraz z rozwojem państwa, kiedy to do Bialenii zaczęło przybywać coraz to więcej osób, takie fundamentalne wartości zaczęły schodzić na dalszy plan. Część starego społeczeństwa kraju, która była przywiązana do do wspomnianej symboliki, nie mogła pogodzić się z nadchodzącymi zmianami. Na przestrzeni lat został podjęty szereg działań, mających przywrócić dawny styl państwa. Tutaj znowu, aż prosi się o napisanie artykułu o rewolucji kulturalnej w Bialenii, która miała miejsce kilka lat temu. Jednak i na to przyjdzie pora, więc pokrótce, aby zarysować realia tamtych czasów, koniecznie trzeba przypomnieć utworzenie Partii Regionów, która reprezentowała interesy najbardziej ortodoksyjnej części obywateli. Partia z czasem zaczęła tracić na znaczeniu, a jej próby odzyskania wpływów pod szyldem Partia Regionów-Rewolucja, zakończyły się fiaskiem. W między czasie miały miejsce mniejsze lub większe zrywy, do których można zaliczyć „ponyzację” Bialenii, kiedy to duża część społeczeństwa ustawiła w awatarach Kucyki Pony. Z perspektywy czasu wydaje się to śmieszne, aczkolwiek były to próby rozpaczliwego zwrócenia na siebie uwagi. W bardzo szybkim czasie po tych wydarzeniach, obywatele, którzy byli wierni starym ideą oraz byli zwolennikami fabularyzacji, a także rozwoju państwa opartego na dużej swobodzie regionów, odeszli z Repbubliki Bialeńskiej i musiał minąć bardzo długi okres czasu, kiedy to postanowili na nowo zaangażować się w życie swojej ojczyzny.

Kiedy Bialenia powróciła na mapę mikroświata, jako już wolny kraj, po nieudanym romansie z Księstwem Sarmacji, bardzo duży procent obywateli, którzy zrezygnowali dawniej z wyżej wymienionych powodów, ogłosili powrót do kraju. W dość szybkim czasie podjęli reaktywację Partii Regionów-Rewolucja, która wywalczyła utworzenie Dżamahiriji Bialeńskiej z północnej części kraju. Jest to miejsce, gdzie cofamy się w czasie o kilka lat do tyłu, gdzie społeczeństwo gorliwie wierzy w nauki Zielonego Kościoła, na każdym skwerze stoi pomnik Muammara Kaddafiego, a w Jahołdajewszczyźnie dzieją się tak absurdalne rzeczy, że na trzeźwo bez szklanki bimbru pędzonego na prochu z kałacha, nie idzie tego zrozumieć.

Można sobie zadać pytanie, co przyniesie przyszłość Dżamahiriji Bialeńskiej? Tego nie wie nikt, ale naszym obowiązkiem jest dokonać wszelkich starań, aby w dzisiejszym mikroświecie, każdy znalazł dla siebie miejsce.

Feliks Spirkin

Zastosowanie realnych szkół ekonomii w Mikronacjach

Zastosowanie ekonomiki w produkcjach komputerowych, jest odwiecznym problemem twórców gier. Mikronacje, mimo, że nie są grami w rozumieniu klasycznym¹ to podlegają tym samym prawą. Odwzorowanie ekonomii jest proste, w klasycznej grze możemy zrobić system np. kupując dane dobro wraz z malejącą jego ilością cena rośnie i np. co 48 godzin zapasy zostają uzupełnione. Jednak znowu rodzi się problem, że tylko użytkownik, inaczej gracz, jest podmiotem, który wpływa na cenę NPC nie kupuje tym samym popyt nie rośnie, a cena jest uzależniona od gracza. O ekonomice w grach można rozmawiać na różne sposoby, o niej samej w grach RPG/fabularnych, gdzie dochodzi do transakcji rynkowych oraz o symulatorach społeczno-ekonomicznych np. Simsy i tym podobne.

Co do pierwszej grupy w tego typu produkcjach wyróżnić możemy głównego bohatera produkcji, postacie fabularne (te dobre i złe), przeciwników-NPC oraz same NPC. W tej hierarchii wpływ na otoczenie zazwyczaj mają tylko bohaterowie. Wyobraźmy sobie grę Gothic rozbudowaną tak, że np. NPC może coś nam wykupić.

Przykład 1

Idziemy kupić miecz dla Świstaka (Gothic 1), ale NPC dosłownie chwilę wcześniej go wykupił. Działanie nie będące skryptem stałym. Postać może ale nie musi tego zrobić.

Teoria ekonomii mówi, że człowiek podejmuje decyzje świadomie w celu zaspokojenia jakiejś potrzeby. Nie będąc głodnym i mając zapas chleba, nie musi go kupować. Tym samym działanie zmierzające do zaspokojenia głodu chlebem, nie będzie polegało na jego kupieniu, a użycia możliwego zapasu². Dlatego właśnie ciężko jest stworzyć w grach rozbudowanych system realnej ekonomii. Zmusiło by to gracza do zwiększenia zapotrzebowania na zasoby komputera, aby NPC mógł realnie podejmować różne z góry przygotowane możliwości.

Skoro omówiliśmy jak ten problem wygląda w grach³ przejdźmy do samej mikronacji. Jak zostało to w artykule wcześniejszym wskazane, funkcjonują one na starym silniku niezdolnym do symulacji gospodarki. Podstawą każdej mikronacji jest (przynajmniej był kiedyś) tzw. Bank. Można było naliczać punkty za aktywność, 1 pkt za wpis, 2 pkt za nowy temat. Jednak prowadzi to do zbędnego środka. Co za te pkt można dostać ? Nic ? To poco mam je zbierać. Brak również możliwości ustalania czegoś na wzór PKB. Oczywiście można obliczać ilość nowych wątków, tematów, zarejestrowanych użytkowników/obywateli.

Jednak co ze szkołami ekonomicznymi. W wielkim skrócie szkoły liberalne czy bardziej centrystyczne są ciężkie do zaimplementowania. Ponieważ mikronacje nic nie są w stanie oferować ponad usługę, jaką jest możliwość uczestniczenia w ich życiu. Każdy przejaw działalności gospodarczej ogranicza się do stricte tekstowego działania. Fabularnie można iść drogą liberalną, jednak realnie tj. ponad fabularne przejawy gospodarki… ciężkie jest to do wykonania.

Każdy przejaw gospodarki musiał by mieć wpływ na mikronacje. Można próbować tworzyć pod strony  np. Fabryka Czołgów, Farma Kogoś czy zakład jakiś usług. Jest to o tyle lepsze, że widać je. Wówczas realnie coś powstaje i w jakiś sposób można tego doświadczyć. To świetne rozwiązanie dla gospodarek liberalnych. Również i centralny system gospodarczy może na tym zyskać. Nie tylko wersja tekstowo-fabularna ale i pokazująca zewnętrzne linki do stron danych przedsiębiorstw. Na takich stronach przedsiębiorstwo może informować czym się zajmuje, dane techniczne tj. jak wygląda produkcja (wszystko co można opublikować by jak najbardziej urzeczywistnić istnienie takiego przedsiębiorstwa, że nie jest ono wyłącznie fabularne).

Tak wiec, czy można zastosować szkoły ekonomiczne ? Jest to trudne, ale nie niemożliwe.

Podatki w mikronacjach.

Nie można mówić o gospodarce bez podatków. Można je zaimplementować w mikronacjach. Np. konta w banku i każdy użytkownik musi płacić np. 5 pkt miesięcznie. Punkty zaś zdobywa za aktywność na forum. Można liczyć tematyka off-topic 0 pkt. Praca w parlamencie tj. w dziale parlamentu dla parlamentarzystów 5 pkt. A za inne tematy inna stawka. Do tego jest potrzebny system, który będzie pilnować, aby naliczanie punktów było uczciwe i ciągłe.

Podatki powinny spływać do kasy państwa. W tym celu jednak jest potrzebna współpraca z innymi mikronacjami w celu wytworzenia Banku Międzynarodowego. Jednak jest to osobny temat.

____________________________

¹ Gra jako twór komputerowy, w którym użytkownik steruje daną postacią z fabułą, misją/celem np. Gothic czy seria GTA. Mikronacje nie są grami w tym rozumieniu, są one raczej symulatorami-społecznościami.
² Zakładając, że zapas jest do konsumpcji. W innym przypadku chleb albo będzie kupiony albo zostanie kupiony później w celu uzupełnienia zapasów.
³ Ogólnie nie zagłębiając się w nic więcej.

Ali ibn Abi Talib

Z serii trzy pytania dla…Ronona Dexa!

Jaki jest sens sił zbrojnych w realiach wirtualnego świata?

W zasadzie sens jest taki sam, jak i innych elementów tworzonych w wirtualnym świecie – jest to po prostu zabawa, która nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Wirtualny świat jest po prostu rozrywką… o której poziomie decydujemy sami.

Mogą natomiast odpowiedzieć jaki dla ma to sens. Jest to oczywiście rozrywka umysłowa, która polega na tworzeniu własnych struktur z zachowaniem jakiejś sensownej podstawy realistycznej. Nieco to przypomina podobne zabawy umysłowe, jakie odbywają się na forach historycznych. Tam tworzy się coś zwane „alternatywną rzeczywistością”, a uczestnicy tworzą i opisują swoje pomysły dotyczące jakiś alternatywnych rozwiązań dla danego kraju, armii i w jakimś okresie historycznym. Są jednak mocno ograniczeni stanem wyjściowym i realizmem wynikającym z faktycznych wydarzeń historycznych oraz oczywiście polityką, mentalnością oraz ekonomią danego miejsca i okresu.

W mikroświecie takich ograniczeń nie ma… Chcąc wykorzystać podczas tworzenia v-armii jako wzorzec jakiś sprzęt z reala możemy to robić bez oglądania się na realowe uwarunkowania. W realu, ze względów politycznych i ekonomicznych dwa typy sprzętu pochodzące np. z państw zwaśnionych czy konkurujących ze sobą nigdy nie wystąpiły czy nie wystąpią obok siebie. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie by miało to miejsce w mikroświecie – wszak narracyjnie ten sprzęt budujemy w naszych, również fikcyjnych fabrykach. Piszemy jego własną historię która np. w przypadku produkcji dla Sił Zbrojnych RB jest mieszanką technicznych faktów oraz narracyjnej fikcji.

Idąc dalej – można bez skrępowania brać za wzorce sprzęt, który powstał tylko jako prototypy czy wręcz koncepcje ilustrowane nawet nie prototypami, a makietami do wizualnej prezentacji koncepcji… koncepcji, które w realu nie znalazły uznania lub dla danego kraju okazały się po prostu niemożliwe do zrealizowania ze względów ekonomicznych czy politycznych.

Wprawne oko (oglądając strony Wojsk Lądowych RB) zauważy, że sprzęt w dużej mierze jest tym co występowało lub mogło występować w reglowych Wojsku Polskim. Przecież bojowy wóz piechoty, który przejściowo występował z SZ RB gdzieś około 2014, a oznaczony CVT-4 to nic innego jak koncepcyjny BWP-2000 (z lat 90-tych), który nigdy nie wszedł do użycia i produkcji. Idąc dalej – podstawowy, gąsienicowy bojowy wóz piechoty CVT-5 oraz wóz wsparcia ogniowego na jego podwoziu to nic innego jak zarzucona (głownie w powodów ekonomicznych i słabości technologicznej przemysłu obronnego) koncepcja „platformy bojowej Anders”. W realu upadła bo państwo nie było w stanie tego zrealizować (do dzisiaj zresztą nie jest i dalej mamy w realnej armii mocno przestarzałe BWP-1), ale mikroświat nie ma takich ograniczeń (podobnie jak gry komputerowe z których pobrałem wizualizację sprzętu) i można sobie uznać, że nasze wirtualne fabryki mogły sobie coś takiego zbudować, a nasza wirtualna armia kupić. Tak można długo… kołowy wóz bojowy CVW-5 to nic innego jak używany w realowym WP Rosomak (licencyjna Patria) – tyle tylko, że w naszej wirtualnej armii funkcjonują też odmiany, które w realu zakończyły się na prototypach np. wóz wsparcia ogniowego CVW-5C-ACV to nic innego jak zarzucona koncepcja wozu nazwanego „roboczo” Wilk, która pojawiła się tylko w jednym prototypie i to chyba nawet nie do końca wyposażonym w systemy kierowania ogniem. W naszej mikronacyjnej fikcji było jednak inaczej i pojazd sobie z powodzeniem służy w SZ RB.

Sama koncepcja organizacyjna naszej około 250-tysięcznej armii bialeńskiej jest niczym innym jak moim własnym pomysłem na organizację i wyposażenie reglowego WP… gdyby było nas na to stać i gdyby nie polityka (taka czy inna). Oczywiście opiera się na realistycznych podstawach sprzętowych oraz na założeniach organizacyjnych funkcjonujących w nowoczesnych armiach. Tyle, że założenia sprzętowe są bardziej techniczne niż ekonomiczne, a rozwiązanie organizacyjne nie jest powielone, ale raczej bazują po prostu na założeniach i rozwiązaniach organizacyjnych związanych z przewidywaną taktyką działań i prawidłowym zabezpieczeniu logistycznym.

Gdzie indziej można realizować takie koncepcje własnego wizerunku armii („olewając” realną politykę i ekonomię) – jak nie w mikroświecie? Na reglowych forach przy tworzeniu własnych koncepcji trzeba trzymać się właśnie realizmu historycznego, politycznego i ekonomicznego – w mikroświecie tworzymy własny „realizm” czyli własną politykę, ekonomie i historię. Nie jesteśmy więc zbytnio skrępowani przy tworzeniu własnych koncepcji – w zasadzie tylko na tyle na ile uzgodnimy wspólne jaka ta armia ma być duża i jaki poziom techniczny (czy odpowiednik okresu historycznego) ma reprezentować. Resztę możemy kształtować dowolnie wg tego co nam przyjdzie do głowy i zgodnie z naszymi wizjami.

Czy kooperacja armii poszczególnych państw, dałaby możliwość ich rozwoju? (stworzenie czegoś na wzór realnego NATO) 

Z punktu widzenia praktycznego oczywiście nie, bo i tak nie będziemy toczyć wojen (nie da się) – ale taka współpraca ma oczywiście sens. Nawiązując do tego co napisałem powyżej – to taka współpraca jest metodą na dyskusje i wymianę doświadczeń na temat tychże własnych koncepcji armii.

Tego w sumie najbardziej brakuje w takiej współpracy międzynarodowej. W zasadzie obecnie polega ona na tym, że podpisuje się jakiś traktat i… tyle. Czasem pojawia się jakiś element narracji, ale zwykle szybko się kończy. No bo skoro nie można zrobić tego, do czego w zasadzie służy armia czyli do walki to trudno o jakieś ciekawsze pomysły na współdziałanie.

W zasadzie jedną formą współpracy, która niosłaby możliwość rozwoju byłoby właśnie doprowadzenie do czegoś w rodzaju „kółka dyskusyjnego” na temat stworzonych przez nas mikronacyjnych armii, dyskusje nad ich kształtem, strukturami czy pomysłami na ich uzbrajanie. Wymiana pomysłów i rozważania nad ich skutecznością – bo skoro jesteśmy skazani tylko na teoretyzowanie, to moim zdaniem jest to jedyna forma współpracy. Ktoś stworzył jakieś struktury i przyjął jakieś założenia – ktoś inny realizuje inny pomysł na te same elementy. Jak to połączyć i ubrać w jakąś współpracę? Chyba tylko poprzez dyskusję nad tymi koncepcjami, ich porównywanie i wzajemne przekonywanie się o słuszności lub jej braku.

Co jest złotym środkiem w kreowaniu wirtualnej armii tak, aby zachować realizm, który zapobiegnie przykładowo wyprodukowaniu tysiąca głowic nuklearnych w ciągu jednego wieczora?

W zasadzie takim środkiem jesteśmy my sami… Aby zachować realizm musimy najpierw chcieć go zachować i tym samym stosować po prostu element samokontroli. Oczywiście można zastosować metodę wymuszenia na tworzących armie zachowania tego realizmu, ale oznacza to tylko, że ten element samokontroli muszą zachować władze danej mikronacji.

W zasadzie zawsze mnie zastanawiało po co komuś takie „tysiąc głowic”? Przecież w mikroświecie nie da się prowadzić wojny, a więc co daje, że ktoś sobie napisze „mam tysiąc głowic”?

Kompletnie nic – bo nikogo nimi nie zniszczy… bo aby coś komuś zniszczyć – to ten ktoś musiałby się zgodzić na zniszczenie. Można sobie napisać, że „zbombardowałem państwo X” – ale jeżeli to państwo nie będzie chciało tego zaakceptować (a z zasady nie będzie), to nic z tego nie wynika. Co najwyżej piszący o takich zniszczeniach narazi się na śmieszność lub zostanie totalnie zignorowany.

Tutaj bardziej bym się skupił na sposobach realizowania tych naszych wirtualnych armii. Można oczywiście pójść po najmniejszej linii oporu i wstawić fotkę ściągniętą z sieci oraz opis zerżnięty z Wikipedii (swoją drogą takie sobie źródło… pełne błędów – szczególnie jeśli chodzi o polskojęzyczną, bo  angielsko- i rosyjskojęzyczna jest o wiele lepsza). Tylko jaki to ma sens?
Moim zdaniem sens ma zrobienie czegoś własnego, realizacja jakiś własnych pomysłów i sam proces dochodzenia do tego. Bo wtedy jest to rozrywka przynajmniej choć trochę umysłowa.

Dlatego przy tworzeniu Sił Zbrojnych Republiki Bialeńskiej, jak i w przypadku gdy obecnie tworzymy gwardie lenne czy może wkrótce również gwardię Dżamahiriji zawsze szukam możliwości by nie tylko same struktury były czymś stworzonym specjalnie na mikronacyjne potrzeby, ale też by wizualizacja tego miała jakieś indywidualne cechy. Stąd wybieram do tego celu choćby różne gry komputerowe – szczególnie takie gdzie można wprowadzać własne elementy graficzne np. malowania czy oznakowania na samolotach. Wtedy coś takiego staje się czymś specjalnie stworzonym dla zilustrowania tworzonych struktur czy działania już formie jakiejś narracji. Nawet wtedy gdy jest to niemożliwe i trzeba skorzystać z gotowych zdjęć to próbuje zawsze dodać jakiś element indywidualny. Wystarczy z pomocą programu graficznego nieco „poprawić” ilustrację – choćby dodać do zdjęcia okrętu „naszą” banderę czy numer taktyczny, zgodny z tym przyjętym w tworzonych siłach zbrojnych. Z podobnych względów tworzy się system nazewnictwa sprzętu – tak aby nie powielać nazw z reala. Skoro sprzęt ma specjalnie stworzoną mikronacyjną historię, to ma też specjalnie stworzone nazewnictwo (oznaczenie typu). Ma to stworzyć odpowiedni klimat – klimat czegoś indywidualnego, specjalnie stworzonego na potrzeby wirtualnego świata.

Sensacje sezonu ogórkowego:

* LASOLUD NA POLESIU. Wypoczywający na Polesiu turyści zobaczyli tajemnicze leśne stworzenie. To pierwsza tego typu obserwacja na Polesiu od kilkudziesięciu lat.
* TAJEMNICZE OBIEKTY NAD WYSPAMI PRZYJAŹNI. Od początku lipca nad Wyspami Przyjaźni widywane są NOLe. Czy to eksperymenty bialeńskiego wojska, sarmackie samoloty szpiegowskie, czy kosmici? Odpowiedź już w następnym numerze.
* 3 PROMILE WE KRWI PIŁKARZA. Rozgrywki bialeńskiej B-klasy obfitują w wiele ciekawych sytuacji. Po zwycięskim meczu Zielonych Plejary z Lwami Łebień okazało się, że strzelec dwóch bramek miał we krwi 3 promile alkoholu. Nie przeszkodziło mu to w zostaniu zawodnikiem meczu.
* BURMISTRZ DWURZECZA Z ZARZUTAMI. Marian P. został oskarżony o to, że w godzinach pracy strzelał do gołębi zanieczyszczających okolice ratusza.
* SZALONY NAUKOWIEC. Docent z politechniki w Lubiążu postanowił udowodnić teorię światów równoległych.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

#4

LOGOG.png

Felieton Fiodora!

Mamy w Wolnogradzie wiosenny wieczór… Kogo to obchodzi? Jakichś v-meteorologów? Tak naprawdę całą Bialenię obchodzą 3 ustawy napisane przez Sz. P. Zanika. Wszyscy obwiniają go o to, że mną manipuluje. Ja mówię, że robię to w ramach współpracy. On czyści Bialenię ze swoich wrogów, a ja pomagam stworzyć lepszą Bialenię. Nieraz się mnie wyzywa, przejawia nienawiść. Jak można tak traktować Bialeńczyka. Dlaczego mniejszości narodowe mają więcej praw i ich nikt nie osądzi? Co jest złego w kłótni? Co ja wszystkim zrobiłem? Mój były współpracownik chce mnie pozwać, Sąd mówi, że musi być osobą upoważnioną i za 30 minut jest rozporządzenie p.o. Prezydenta, że ta osoba jest już upoważniona. Wszyscy się na mnie uwzięli, bo widzę coś, czego oni nie mogą zauważyć. Widzę, że ci „geniusze” chcą tłumić ostatnie promyki nadziei w Bialenii. Co robimy gdy walczymy z insektami, np. karaluchami? Karmimy i czekamy, aż nas zeżrą czy atakujemy sprayem? Tak naprawdę proszę mi uwierzyć, ja nigdy się nie poddam. Choćby mieli mnie wyrzucić ja będę walczyć, bo każdy z nas, tak jak ja, nawet Kristian Arped, jest Bialeńczykiem i zna swoje powołanie. Urodziliśmy się wodzami, a nie niewolnikami! To my powinniśmy rządzić we własnym kraju, a nie jakieś prawie podupadłe państwo, które ma tak złą opinię na arenie międzynarodowej, że się z nas śmiali wszędzie. Mówili, że nas zniszczą, że nami będą gardzić, a my głupi, nie słuchaliśmy. Gdy kilka osób przejrzało na oczy, to się je pokazowo masakruje, nawet w Parlamencie. Za co? Za własne racje? Nasza konstytucja zapewnia prawo własnego zdania i nikt mi nie zabroni go głosić. Apeluję do was, Bialeńczycy! Weźcie ojczyznę w swoje ręce! Apeluję do was, Brodryjczycy! Bądźcie silni w ostatnich dniach terroru! Apeluję do was, Hasselandczycy! Uciekajcie stąd zanim utyje szarańcza! To, że jeszcze tu jesteście, jest cudem poprzednich rządzących. Mam ogromną nadzieję, że padniecie jak muchy po uderzeniu łapką. Tak mówię dziś. Tak będę mówił jutro. Tak mówiłem wczoraj. I nikt nie ograniczy mi mojego zdania! Chwała Bialenii! Cześć Bohaterom Rewolucji Marcowej!

 

Karol III: „Dajcie Austro-Węgrom święty spokój”

Markus Wettin: Moim i Państwa gościem tym razem będzie król Skarlandu – Karol III!

Karol III: Bardzo mi miło powitać Pana Redaktora i Szanownych Państwa – Czytelników.

W Królestwie Skarlandu ostatnimi czasy dużo się pozmieniało i przyszło WKM rządzić w dość kluczowym momencie dla tego państwa, więc jakich w najbliższym okresie możemy się spodziewać wieści z tegoż kraju?

Na wstępie chciałbym jedynie uściślić, iż Królestwo Skarlandu jest tylko jedną z części państwa, na którego tronie mam zaszczyt zasiadać, bowiem oficjalną nazwą mojej ojczyzny jest Imperium Skarlandu. Co do przyszłych wieści – nie planuję rewolucji (śmiech). Byłoby to z resztą sprzeczne z interesami Korony. Cóż to za król, który robi rewolucję we własnym państwie. Natomiast to, czego mikroświat może się spodziewać po Skarlandzie, to stała aktywność, która (miejmy nadzieję) wciąż będzie tak wysoka jak dotychczas, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę nie taką znowu rekordową liczbę aktywnych obywateli. Obecnie bowiem udziela się ok. 10 Skarlandczyków. W każdym razie – niedługo aktywność powinna jeszcze wzrosnąć, a to za sprawą obchodów wydarzenia ujętego w tajemniczej liczbie 2922, która widnieje w postaci banera na stronie głównej forum.

Tak więc Skarland odszedł od imperialnej polityki reprezentowanej przez poprzednika? Mam oczywiście namyśli próby aneksji nowych państw, które podejmował Karol II.

„Próbę aneksji”, jak to ujął Pan Redaktor, kojarzę tylko jedną – było to włączenie do Skarlandu Rotrii. Przypominam jednak, że wszystko odbyło się za zgodą władz rotryjskich w celu uratowania dziedzictwa tego państwa, którego forum czekał taki sam los, jak ostatnio systemy informatyczne Monarchii Austro-Węgierskiej. Odnosząc się jednak do meritum – nie planuję z wyprzedzeniem żadnych aneksji, czy innych przyłączeń. Skarland (prawie) zawsze prowadził odpowiedzialną politykę zagraniczną i dalej będzie aktywnym graczem w swoim regionie.

Jak już jesteśmy przy Monarchii Austro-Węgierskiej, to jestem pewien, że wiele osób chciałoby poznać zdanie WKM na temat tego, co powinni począć teraz obywatele Monarchii Austro-Węgierskiej, którym los ojczyzny nie jet obojętny?

Z tego, co się orientuję, to (nie licząc aktualnego Monarchy) obecnie aktywny obywatel Monarchii jest tylko jeden. Nie jest moją rolą natomiast udzielać rad przedstawicielom Rady Nadzwyczajnej, co powinni czynić w rzeczonej sytuacji. Mogę jedynie wyrazić nadzieję, że uda się w jakiś sposób zachować dawne dziedzictwo Austro-Węgier, które przecież liczą sobie już ponad 10 lat. Szkoda byłoby, żeby praca wielu (znanych mi osobiście) ludzi przepadła na zawsze przez nieopłacenie miejsca na serwerze…

Redaktor Mikroba Złocistego przedstawił pogląd, iż A-W powinno się już pochować, ponieważ nad ratunkiem tego państwa zależy wszystkim prócz jej obywatelom, zgadza się WKM z tą opinią?

To, co teraz powiem, może wydać się przewrotne, ale zgadzam się. Jako dawny regent i wieloletni obywatel Monarchii apeluję: dajcie Austro-Węgrom święty spokój. Nagle wszyscy zaczęli udawać, że zależy im na tej mikronacji. Gdyby tak rzeczywiście było, to może zainteresowaliby się jej trudnym położeniem nieco wcześniej, a nie teraz, gdy mleko już się rozlało. W czym ma bowiem pomóc Monarchii ten teatrzyk? Wyprodukuje on pieniądze na opłacenie serwera? Wyczaruje kopię bazy danych, aby można było urządzić wirtualny skansen upamiętniający Przed- i Zalitawię?  Nie sądzę. A więc te „obozy dla uchodźów”, czy sarmackie ćwierkanie: „#ZusammenmitÖsterreichUngarn” na wzór realnego „#JeSuisCharlie”, to jedynie taniec na grobie jeszcze ciepłego trupa v-Kakanii.

Austro-Węgry są kolejną monarchią, która jest zagrożona całkowitym upadkiem, więc warto byłoby zadać sobie pytanie – co jest nie tak z tym systemem?

Nie obarczałbym winą za upadek mikronacji ustroju, jakim jest monarchia. Pamiętajmy, że Księstwo Sarmacji przecież nie jest republiką, a pod względem aktywności ma się lepiej niż dobrze. Można podać także szereg przykładów innych v-krajów, gdzie głową państwa jest monarcha, a których kryzys aktywności nie dotyczy. Tak jest chociażby w Chanacie Kugarskim, Rzeczpospolitej Obojga Narodów, czy w Imperium Skarlandu. Z drugiej strony, nie tak dawno upadła Rzeczpospolita Ekswilińska, która była republiką. A więc nie dopatrywałbym się tutaj jakiejś „choroby systemowej”.

Może warto byłoby pomyśleć nad organizacją międzynarodową skupiającą kraje oparte na monarchii? Organizacja przede wszystkim dążyłaby do napędzania aktywności oraz szeroko zakrojonej współpracy.

Nie jestem zwolennikiem organizacji o sztywno określonych ramach działania i strukturach. Jak pokazuje historia, służą one bardziej jako kolejne pole walki o stołki, niż jako platforma wymiany doświadczeń i wypracowywania skutecznych rozwiązań. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest współpraca traktatowa pomiędzy poszczególnymi państwami. Taki model ma szanse realnego wpływu na otaczającą nas rzeczywistość, jako że jego clou jest właśnie współpraca w wybranych obszarach, a nie rywalizacja o wpływy w strukturach jakiejś organizacji.

Powoli kończąc temat Skarlandu, chciałbym jeszcze zapytać o tajemniczą liczbę 2922. Czy WKM zechce zdradzić coś na jej temat?

Myślę, że pozostawimy to jeszcze jako zagadkę, nie chcę po prostu popsuć niespodzianki. W przeciągu paru tygodni wszystko się jednak wyjaśni.

Relacje Skarlandu i Bialenii są ograniczone do minimum, więc czy WKM widzi jakieś szanse na ich rozbudowanie?

Zawsze są jakieś pola, na których można wspólnie działać. Silną stroną Bialenii wydaje się być między innymi kultura – może więc to w tym obszarze warto pokusić się o współpracę.

Jeden z samorządów bialeńskich, a mianowicie Carstwo Brodryjskie, przechodzi ostatnio trudne chwile. Dlatego czy WKM zechciałby udzielić jakiejś rady tamtejszemu monarsze?

Nie powiem zapewne nic nowego, ale Jego Cesarska Mość musi pamiętać, że to na jego barkach, jako monarchy, a więc głowy państwa, spoczywa ciężar zagrzewania obywateli Brodrii do wspólnej pracy na rzecz swojej mikronacji. Aktywny monarcha stanowi z pewnością motywację dla mieszkańców, gdyż nie ma lepszej zachęty niż dobry przykład z góry.

Kilka dni temu ustąpił ze stanowiska prezydenta Heinrich Hewret Wettin, więc zbliżają się wybory. Kogo WKM widziałby jako nowego włodarza państwa?

Nie jestem na tyle rozeznany w aktualnej sytuacji politycznej Bialenii, ani tym bardziej władny, by wskazywać kandydata do fotelu prezydenta. Mogę mieć jedynie nadzieję, że będzie to osoba aktywna, której chce się działać dla dobra swojego kraju. Tak, jak znacznej części jej poprzedników.

Tradycyjnie zadam pytanie, czego Bialeńczycy mogliby się nauczyć od Skarlanczyków i odwrotnie?

Myślę, że Skarlandczycy powinni jeszcze bardziej brać przykład z Bialeńczyków w zakresie niewyczerpanych pokładów energii do działania, jakimi charakteryzują się mieszkańcy Republiki. Ci ostatni natomiast mogliby spojrzeć przychylnym okiem na pokorę, jaką w mojej opinii wykazują się mieszkańcy Skarlandu, co nie raz oszczędziło Imperium wielu kłopotów.

Niestety, ale nasi czytelnicy domagają się zadania pewnego pytania. Dlaczego WKM porzucił Carycę Jasną Jak Słońce, Aleksandrę Izabellę Dostojewską-Swarzewską i zniszczył jej honor zostawiając ją samotną z dzieckiem w drodze?

Nie mam w zwyczaju komentować plotek. Zwłaszcza takich, tj. zupełnie wyssanych z palca.

W takim razie nadeszła pora na ostatnie pytanie, czy WKM chciałby coś przekazać naszym czytelnikom?

Pamiętajcie, że to Wy budujecie mikronacje. A więc bez Waszego zaangażowania nic się nie uda, to aktywni obywatele są bowiem podporą każdego v-państwa.

Dziękuje serdecznie za możliwość przeprowadzenia wywiadu i życzę owocnego panowania.

Również dziękuję za wywiad i za życzenia.

 

Anonimowe wyznania.

Czymże się stała Bialenia po objęciu w swoje mocarne, aleksandryjskie ramiona dwóch państw Brodrii i Hasselandu? Dzisiaj z perspektywy czasu możemy śmiało stwierdzić, że jeszcze większą potęgą, niż była. Republika dziarsko wdziera się do czołówki naczelnych państw Pollinu, degradując tym samym dogorywającą w objęciu m.in. Karoliny von Lichtenstein – Sarmację.
Bo cóż jest siłą federacyjnej Bialenii i państw stowarzyszeniowych? Otóż jedność, jedność zapoczątkowana z woli Najwyższej Fundatorki Nowego Świata, bo i taki tytuł się należy Semiramidzie, już nie Nordaty, lecz Pollinu – Aleksandrze Izabelli Dostojewskiej – Swarzewskiej.
A co ma stojące nad grobem quasi państwo ”sarmackie”? Odpowiedz jest prosta, Kristiana Iversena i Martina Primsza….
Wpadająca w odmęt historii i w społeczną niepamięć Sarmacja jednak ciągle kąsa i próbuje zmieść nieudolnie wolne, zjednoczone braterskim węzłem przyjaźni Narody. O nie! Prędzej razem wepchniemy cię marne księstewko do grobu, niż pozwolimy na jakąkolwiek ingerencję w nasze życie. Dzięki Aleksandrze wygnaliśmy z Kraju dwóch zdrajców i nie pozwolimy na ich powrót.
Dosyć tolerancji dla sarmackiej agentury w Republice!
I tutaj należy wystosować głośny i dobitny apel. Otóż, nie można pozwolić, by imię realnych Sarmatów, historycznej wielkopańskiej Polski, było szargane przez to quasi państwo.
Apelujemy do Społeczności Mikroświatowej o narzucenie zmiany nazwy Księstwu Sarmacji, a jeżeli ów apel pozostanie bez odpowiedzi, to Republika powinna sama w imię dobra narodowego zmienić nazwę tego tworu, najlepiej na Upadia.
A do wszystkich (jeżeli jeszcze są) upadzkich agentów apelujemy: wynijdzcie stąd do swej Upadii!
Do swych upadzkich pieczar i lasów i tam zapadnijcie w sen, tak by wasza Upadia już nie mąciła spokoju wszechświatowego.
Upadek Upadii byłby zaś najlepszym prezentem dla Republiki, która rychłym krokiem zbliża się do obchodów kolejnej rocznicy Powstania Marcowego, wyrwania spod sieci upadzkiej zgnilizny.
Jakież będą tegoroczne obchody tego święta? Ciągle mamy w pamięci najlepsze obchody w historii, ubiegłoroczne zorganizowane przez Gwiazdę Pollinu – Aleksandrę.
Och, jakież słodkie to imię – Aleksandra !
Nasza Semiramida, Słońce i Skarb Narodów. Caryca Brodrii Imperatorowa Nordaty, Krolowa Bialenii, Cesarzowa Azymutii, Arcyksiężna Uhrainy i przyszła Królowa Skarlandu, Matka Dziedzica Skarlandzkiego.

 

Kącik literacki…

FIODOR SWIRYDIUK

„O Carycy”

Caryco ukochana,
Budzisz się tu z rana.
Twa twarz tryska tylko zdrowiem,
Jak coś powiesz to już powiesz.
Inspirację nam dawałaś,
Teraz od nas głosu chciałaś
I od wszystkich go dostałaś.
Niech Caryca nam odpowie,
Jak tu wolność traci głowę?
Jak tutaj wszyscy już nam zdychają?
Czy od dyktatury umierają?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

#3

LOGOG.png

Zorganizować Our Sound i umrzeć.

Konkurs Our Sound odbywa się w miarę regularnie od maja 2010 roku, kiedy to w Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu odbyła się pierwsza edycja, z której to zwycięsko wyszła Monarchia Austro-Węgier i była organizatorem drugiego tegoż wydarzenia. Historia lubi zataczać koło i tym sposobem w 2016 roku powinniśmy wrócić ponownie na teren Habsburgów, ponieważ MAW wygrało ósmą edycję odbywającą się w La Palmie. Jednak Austrio-Węgry na chwilę obecną są w sytuacji beznadziejnej, bowiem odpukać możliwe, że utracili cały dorobek swojego istnienia, co jest ogromnym ciosem dla tak zasłużonego dla polskiego mikroświata państwa. Jednak warto się zastanowić, czy Our Sound jest takim zwykłym muzycznym festiwalem? Do tej pory organizatorami konkursu były takie państwa jak:

  • Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu
  • Austro-Węgry
  • Samunda
  • Wurstlandia
  • Brytania
  • Francja
  • Niderlandy*
  • La Palma

*Niderlandy wygrały nordyjską edycję konkursu, jednak na skutek kryzysu były zmuszone zrzec się organizacji Republice Palmowej.

Zadajmy sobie pytanie, co łączy te wszystkie państwa prócz bycia gospodarzami konkursu? Otóż wszystkie wyżej wymienione przeze mnie państwa, oprócz La Palmy, upadły bądź są w stanie agonalnym. Tak więc, czy można mówić już o Klątwie Our Sound?

MW

 

Wywiad z byłym królem Imperium Skarlandu – Karolem II Pobożnym!

Markus Wettin: Chciałbym serdecznie powitać mojego kolejnego gościa – Karola II Pobożnego.

Karol II Pobożny: Witam serdecznie!

Na sam wpierw chciałbym zapytać, jak ocenia WKM sytuację monarchii w mikroświecie?

Sytuacja monarchii ostatnimi czasy jest ciężka. Jest to twardy i skostniały system, który spowalnia jakoby pobudzanie aktywności w państwach. Dlatego też obywatele obierają republikę – tak jak np. w Surmenii.

Surmenii chyba wyszła na dobre zmiana dotychczasowego ustroju na rzecz demokracji?

Z czasem można uznać, że tak. Nadal jednak, jako krewniak rodu apo Zepów będę popierał i przypominał o dziedzictwie tego rodu w Surmenii, o jego wielkim znaczeniu i chwale, jaki ten ród przyniósł. Niemniej, bez monarchy życie surmeńskie nadal toczy się republikańsko – nigdy monarcha nie miał wielkich kompetencji w Surmenii. Był tylko posągiem, zakurzonym, który pewnie przeszkadzał obywatelom.

A co sądzi WKM o tezie, że monarchia nie nadaje się do każdego państwa? Osobiście nie wyobrażam sobie funkcjonowania tego systemu w Bialenii.

Monarchia jest uniwersalnym systemem, z niego bowiem wywodzą się wszystkie państwa i wszystkie państwa przez okres monarchii przeszły bez szwanku. Wiele jest przykładów, gdzie monarchia bardzo dobrze prosperuje, np.: w Al Rajn czy Agurii, Skarlandzie. Gdzie monarcha wspiera rząd i daje wolną dłoń obywatelom, jednak gdy tylko pojawią się problemy wesprze ojczyznę. Władca jest fundamentem funkcjonowania państwa, naczelnym filarem stanowiącym o trwałości i rozwoju mikronacji. Myślę, że i w Bialenii idea monarchii by się sprawdziła.

W takim razie czym może być spowodowana słaba kondycja części państw, które zdecydowały się zostać przy władzy królewskiej?

Skostniałość systemu i chęć zagarnięcia władzy tylko dla siebie, brak promowania idei wspólnoty, idei dania cząstki władzy aby obywatel się czymś zajął. Myślę, że może chodzić również o brak braterstwa między monarchą, a obywatelami, brak jednomyślności. Obywatele swoje, Król swoje. Powstaje dysonans, który trudno pokonać. Władca ma być opiekuńczym rodzicem, a nie posągiem patrzącym z pogardą na tłuszczę.

Może jest to spowodowane tym, iż nowym obywatelom jest się ciężej wybić, niż w republikach?

Uważam to za poboczny powód. W monarchiach zwykle jest tak, że sprawiedliwy i dobry władca sowicie nagrodzi pracę obywateli. Dlatego też w mikroświecie funkcjonuje bardzo dużo książąt, hrabiów, diuków i tym podobne. Trzeba wykazać tylko chęć. Tu też wina jest obywateli, że nie chcą oni pracować dla państwa tylko dla tytułów. To się po prostu mija z ideą mikronacji. Wszyscy nagle chcą być wojewodą w swojej zagrodzie. Tak niestety nie jest.

Z moich obserwacji wynika, że kluczem do sukcesu w monarchiach jest wstąpienie w szeregi jakiegoś wpływowego rodu, który daje nam przepustkę do najwyższych urzędów – czy jest to słuszne spostrzeżenie?

Nie zawsze. Podam za przykład Kanclerza Królewskiego Skarlandu – Don Fernanda, nie jest on członkiem familii Medyceuszy, a wybił się ogromnie w Pollinie. Kolejnym przykładem są Gorewiczowie w Agurii, nie są oni rodem rządzącym, ale mają ogromny wpływ na kształtowanie się Agurii.

Z braku przypływu nowych osób, kolesiostwo stało się dość powszechnym zjawiskiem w takich państwach jak Skarland czy Rotria. Większość flejmów wywołują w kółko te same osoby, więc czy istnieje na to jakieś lekarstwo?

Owszem. Nie będę ukrywał, ale tyczy się również to mnie. Uznałem, że ważniejszym ode mnie jest państwo i swoją energię powinienem kierować na promowanie państwa, a nie siebie. I to jest dobra recepta.

Monarchia brodryjska w ostatnim okresie przechodzi dość głęboki kryzys i nawet pojawiła się propozycja jej rozwiązania. Czy WKM spróbuje powiedzieć, jakie kroki powinien podjąć Car Brodrii Mikołaj Patryk Dostojewski?

Lekarstwo dla Brodrii będzie ogromnie trudne. Jest ona w ciężkim położeniu: spory rodzinne, uzależnienie (nie ukrywajmy) od Bialenii oraz całkowite wypalenie pomysłów. Myślę, że Car powinien jak najbardziej pobudzać do działania, szukać działów gdzie Brodria nie dotarła, które można zaktywizować i wyróżnić Brodrię na terenie Nordaty – np.: sztuka brodryjska, ogromne tereny. Car nie powinien brać wszystkiego na siebie.

Może kluczem byłaby próba podjęcia współpracy z innymi monarchiami, pytanie tylko czy inne państwa chciałby współpracować z bialeńskim samorządem?

To już nie jest pytanie do mnie, bo ja nie władam żadnym państwem, jestem tylko królem-seniorem. Ale myślę, że jak Brodria zwróci się do innych państw ws. sojuszu czy współpracy bardziej otwarte kraje zgodzą się na alians.

W takim razie czas już na ostatnie pytanie, czy WKM chciałby coś przekazać naszym czytelnikom?

Owszem. Bądźcie sobą, wspierajcie monarchię, bo to fundament naszej kultury i nie wypierajcie się przeszłości. Nawet tej strasznej, jak np. czasy Karola Szalonego.

Serdecznie dziękuję za możliwość przeprowadzenia wywiadu.

Dziękuję ogromnie za wywiad.

 

 

Kącik poetycki…

FIODOR SWIRYDIUK

„O Wolności nućmy”

Czym jest dla nas Wolność?
Może tym czym jest Miłość?
Albo nasza Radość?
Czasem krzyczymy Dość!?
Zaczęła się afera,
Wolności nasza era.
Znów będziemy wolni,
Jak ptaki swawolni.
Nadzwyczaj my zdolni,
Dziś tacy mozolni.
Wolności nam brak,
Ginie życia smak.
Nie możemy już biegać,
Chcemy się stąd wydostać!
Życia nasze dajcie!
Ciała nam oddajcie!
Napisałem ten wiersz dziwny dla wszystkich Was,
Byście wiedzieli, że nasza wolność to kwas!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

#2

LOGOG.png

Czy system się domyka pozbawiając nas tlenu?

Swoją przygodę z wirtualnym światem zacząłem już parę ładnych lat temu. Przez ten okres dane mi było obserwować oraz brać udział w wielu interesujących projektach, które do dzisiaj wspominam z dużym sentymentem. Jednak od pewnego czasu zauważyłem dość niepokojące zjawisko, które oddziałuje na cały mikroświat, a mianowicie brak nowych twarzy. Pragnę zauważyć, że w ostatnim okresie obserwujemy regres powstawania nowych państw, a jeśli już ktoś zdecyduje się założyć coś nowego, to jej założyciele są doświadczonymi mikronautami, dla których to po prostu kolejna przygoda. We znak daje się mocno brak yoyonacji, z którymi to niegdyś tak ochoczo walczyły pewne jednostki. Mowa oczywiście o państwach, które powstały na zasadzie, że jakiś nowicjusz nie poradził sobie w Sarmacji bądź innym dużym państwie, więc postanowił założyć swój własny kraj na jakimś darmowym hostingu pokroju fora czy pun. W takich projektach duża część osób zaczynała i pozwoliły im one poznać tajniki na jakich opiera się cały mikroświat. Niestety na chwilę obecną na tym poziomie mamy dziurę i dla tych bardziej złośliwych mówię, iż Abachazja już dawno temu stałą się pełnoprawną mikronacją, która jak na obecne warunki radzi sobie dość dobrze. Aktywności oraz ilości obywateli może pozazdrościć jej niejedno wiekowe państwo, co pokazuje, w którą stronę idzie mikroświat. Jeszcze parę lat temu państw na poziomie Imperium Abachazji było kilkanaście, które również leżały na kontynencie nordackim – Santania i Burgia, Klindia, Siedmiogród, Saksonia, Niemcy oraz wiele innych, których nikt nie zliczy. Byli obywatele państw wymienionych przeze mnie, na chwilę obecną zamieszkują największe polskie mikronacje, a przynajmniej ta część, z którą kontakt mi się nie urwał. Gdzie trafiła pozostała część, tego nikt nie wie – tak samo jak tajemnicą jest, co się stało z ludźmi z mnóstwa już upadłych innych krajów, które niegdyś biły rekordy aktywności.

Największą bolączką nie jest ilość aktywnych osób, bo ich liczba oscyluje na poziomie niecałych 300 osób, co nie jest tak tragicznym wynikiem, biorąc pod uwagę zapomniany fakt, że mikronacje stanowią jedność. No właśnie jedność, wszystkie państwa powinny stanowić jeden organizm i współpracować na wielu płaszczyznach. Niestety obecnie można zaobserwować tendencję izolacyjną, a przecież w chwili zagrożenia powinniśmy dobierać się w stada, bo taka jest nasza natura. Czym miałoby być to owe zagrożenie? Kryzysem. Jednak nad pojęciem kryzysu warto się zastanowić i postawić pytanie; czym on właściwie jest? Bowiem od samego początku mojej egzystencji w wirtualnym świecie jest o nim mowa. Dlatego bardzo długi okres czasu podchodziłem do tego pojęcia sceptycznie, ponieważ można nawet ironicznie powiedzieć, że ten kryzys trwa od czasu, kiedy to jeszcze komputerów nie było. Jednak w ostatnim czasie coraz bardziej zaczynam się przekonywać, że owy kryzys ma rzeczywiście miejsce, ponieważ brak nowych twarzy. Tak więc, najważniejszą kwestią nie jest ilość osób w mikroświecie, a przypływ nowych, ponieważ nadejdzie czas, kiedy weterani będą musieli odejść na zasłużony odpoczynek, a kto wtedy będzie pracował na ich emerytury i pchał dalej tę taczkę zwaną wirtualnym światem?

MW

 

Wywiad z Danielem von Wittem!

Markus Wettin: Chciałbym powitać serdecznie mojego gościa Daniela von Witta – byłego premiera Królestwa Dreamlandu, publicystę, kartografa, ekonomistę.

Daniel von Witt: Witam Pana Redaktora, witam Czytelników bardzo serdecznie.

Pierwsze moje pytanie będzie dotyczyć Królewskiego Instytutu Geograficznego, a mianowicie kiedy można się spodziewać aktualizacji ogólnej mapy mikroświata?

Na fanpage Królewskiego Instytutu Kartograficznego informowałem w grudniu ubiegłego roku, że zaktualizowana mapa Mikroświata pojawi się do końca 2015 roku. Z różnych względów nie było to możliwe, jednak sądzę, że z złożonej zapowiedzi aktualizacji mapy Mikroświata KIK wywiąże się w marcu tego roku.

Kilka dni temu powstało Bialeńskie Towarzystwo Geograficzne, może zechciałby Pan się wypowiedzieć na jego temat, bądź przekazać jakieś wskazówki “od kolegi po fachu”?

Bialeńskie Towarzystwo Geograficzne zdobyło popularność i zainteresowanie, a to najważniejsze w częstokroć żmudnej pracy geografa, szczególnie tej poświęcanej mapom. Przyzwoita liczba członków Towarzystwa oraz aktywny start pozwalają mi sądzić, że BTG na trwałe wpisze się w krajobraz mikronacyjnych organizacji tego rodzaju, zajmując wśród nich istotne miejsce. Projekty, którymi zajęło się już Towarzystwo pozwolą z pewnością bardziej przybliżyć społeczności wirtualnej wiedzę o Nordacie oraz ją jeszcze bardziej ucywilizować. Warto pamiętać, że rola geografa jest tutaj bardzo istotna i może przynieść bardzo wiele pozytywnych efektów. Towarzystwo podchodzi do realizacji swoich celów bardzo ambitnie i profesjonalnie, dlatego to, czego mógłbym radzić to stworzenie takiego warsztatu pracy, aby był on dostępny dla wszystkich członków Towarzystwa, by w sytuacji zaniku aktywności jednego z nich kolejna osoba mogła kontynuować jej dzieło.

Myśli Pan, że powstanie międzynarodowej organizacji będącej forum dla geografów oraz kartografów z różnych państw, w ramach której byłyby wydawane mapy, miałoby rację bytu?

Gdyby podejść do realizacji tego pomysłu jako do światowej federacji organizacji kartograficznych, w których zbierano by informacje, opracowania, mapy, realizowano konferencje naukowe, wymieniano się mapami, to sądzę, że odbyłoby się to z pożytkiem dla wszystkich tych organizacji, dla geografii mikroświatowej oraz dla samego Mikroświata.

Chciałbym przejść teraz do Królestwa Dreamlandu. Ostatnie miesiące dla tego państwa były dość niepokojące, a ostatnie dni również nie pozwalają patrzeć spokojnie w przyszłość, czy Dreamland szykuje się do jakiejś kontrofensywy pod względem aktywności?

Tak naprawdę najgorszy był zeszły rok, gdy wszyscy opadali już z sił, czego owocem była abdykacja Króla Marcina Mikołaja pod koniec roku. Zmiana na tronie spowodowała jednak konieczny nam w Dreamlandzie powiew świeżości. Wraz z nowym władcą przyszła nowa jakość i jak na nasze warunki znaczący podryw aktywności przełomu 2015 i 2016 roku. Dreamland żyje w względnej stabilności, gdyż zawsze są u nas jakieś solidne „plecy”, które zapewnią Królestwu przetrwanie, choć na ogół osób dających to oparcie nie widać zbyt wyraźnie w życiu państwa. Aktywność samego Dreamlandu podskoczy z pewnością w kolejnych miesiącach. Natomiast co do tego, czy patrzymy w Dreamlandzie spokojnie w przyszłość, chyba żaden kraj absolutnie spokojny o swoją przyszłość być nie może. Proszę jednak pamiętać, że w tym roku Królestwo Dreamlandu będzie obchodzić swoje osiemnaste urodziny! Ten wiek mówi sam za siebie.

Edward II panuje już od 8 grudnia 2015 roku, czy w Pańskiej opinii stanął na wysokości zadania?

Trudno jest mi wyrazić opinię o panowaniu mojego bezpośredniego przełożonego. Mogę jedynie zapewnić o tym, że JKM podchodzi do swej roli odpowiedzialnie, profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem. Znakomicie potrafi ważyć priorytety oraz motywować innych, w tym całe społeczeństwo do aktywności. Obecnie spoczywa na nim ogromny ciężar, gdyż Królestwo przechodzi przez kolejny okres przejściowy między Konstytucją z 2015 roku, a obecną Kartą Konstytucyjną, przez co to na Królu spoczywa większa część władzy. Wkrótce się to zmieni, dzięki czemu moja ojczyzna nabierze więcej rumieńców.

A czy ma Pan może informacje, czy jest planowana aktywizacja Kuriera Dreamladzkiego, który w ostatnich miesiącach pogrążył się w głębokim marazmie?  

Wszystko zależy od samych autorów. Jak powszechnie wiadomo redakcja Kuriera jest szeroka. Potencjalnie w jej skład może wejść każdy śmiałek, który zgłosi się ze swoim tekstem do Króla Edwarda II. On sam z racji pełnionych obowiązków nie pisze tak często, jak byśmy sobie tego życzyli, jednak jego oferta współpracy jest cały czas aktualna. Zatem drogi Czytelniku: zachęcam do aktywności na łamach Kuriera Dreamlandzkiego.

Odchodząc powoli od Dreamlandu i przechodząc do Bialenii, jak ocenia Pan realną szansę na zakrojoną na dużą skalę współpracę na linii Dreamland – Bialenia, czy obie strony mają wzajemnie sobie coś do zaoferowania?

Jak napisałem dla „w Bialenii” Republika Bialeńska jest takim promieniującym punktem na świecie, którego nie sposób pominąć przy większych ruchach własnej dyplomacji. Jak wiadomo Król Edward II jest „pasjonatem” dyplomacji, reprezentując w ten sposób zupełnie odmienny styl od izolującego się poprzednika, dlatego sądzę, że w niedługim czasie można spodziewać się informacji Korony na temat kierunków dreamlandzkiej polityki zagranicznej. Możliwe, że pojawi się tam Bialenia, jednak o tym, jaka współpraca jest realna między Ekorre a Wolnogradem zdecyduje również nowy Premier Królestwa, którego w najbliższych tygodniach wybierzemy, oraz oczywiście Prezydent Republiki. Dlatego druga część pytania powinna być skierowana właśnie do nich.

W ostatnim czasie przez Bialenię przewija się wielu gości zagranicznych, więc może spróbowałby Pan odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie tak ochoczo odwiedzają Bialenię?

Zapewne również przez luźny styl – wymieszanie profesjonalizmu z polotem, co zapewnia zwiększoną aktywność, która niejako „sama” przychodzi. Natomiast zwiększony ruch powoduje, że i gości będzie więcej i będą pojawiać się częściej, aby nic, co ich interesuje, nie umknęło w gąszczu postów, które mogą szybko być spychane w odmęty historii.

Zechciałby Pan może ocenić dotychczasową pracę naszego prezydenta, rządu oraz parlamentu, i nad poprawą czego w tej kwestii powinniśmy się skupić?

Jestem od tego daleki, po pierwsze ze względu na zajmowane stanowisko, a po drugie z powodu niedostatecznej wiedzy o Bialenii i działaniach jej władz, szczególnie, gdy nie są one skierowane na zewnątrz.

Ostatnio można usłyszeć coraz liczniejsze głosy, że nasze samorządy są za mało aktywne. Dzieląc się swoim doświadczeniem, może mógłby Pan coś poradzić w tej kwestii? 

Do satysfakcjonującego funkcjonowania samorządów potrzebne jest moim zdaniem państwo rozmiarów Sarmacji bądź Al Rajnu. Tylko w dużych społecznościach znajdzie się dostatecznie duża grupa ludzi (duża jak na warunki lokalne), która stworzy i pociągnie komunikację w samorządzie. Przeglądając wszystkie państwa wirtualne można natknąć się tylko na potwierdzenie tej prawidłowości, i tak np. samorządy bialeńskie będą aktywniejsze od samorządów dreamlandzkich, gdyż Bialenia jest liczniejsza od Dreamlandu i prościej jest jej zorganizować życie „na samym dole”. Na dodatek w państwach małych i średnich „dół” nie jest sprawą priorytetową. Jednej rady mogę udzielić, która w zasadzie jest uniwersalna: samorządy będą tętnić życiem, gdy będą krzewić interaktywne wydarzenia kulturalne.

Tradycyjnie zadam pytanie, czego Bialeńczycy mogliby się nauczyć od Dreamlandczyków i odwrotnie?

Bialeńczycy mogą się nauczyć przede wszystkim rezerwy wobec samych siebie, pokory, cierpliwości czy determinacji. Odnoszę to szczególnie do faktu, że od czasu do czasu narzekacie na małe wahnięcia aktywności in minus, przy czym i nawet przy takim wahnięciu jest ona na wysokim poziomie. Im Republika będzie starsza, czego z serca jej życzę, tym wahnięcia tego rodzaju będą zapewne częstsze i dłużej trwające. Należy więc takie sytuacje przyjmować do wiadomości, wzajemnie się pokrzepiać i funkcjonować dalej. Dreamlandczycy z kolei mogą się nauczyć od Bialeńczyków „rytmu”, przez który rozumiem powtarzalność czynności wykonywanych na forum, regularne uczestniczenie w dyskusjach, życiu państwa.

W takim razie czas już na ostatnie pytanie, czy chciałby Pan coś przekazać naszym czytelnikom?

Aby aktywnie uczestniczyli w życiu swoich mikronacji, bo Mikroświat potrzebuje tego jak nigdy dotąd.

Bardzo dziękuję za możliwość przeprowadzenia wywiadu i życzę dalszych sukcesów w karierze.

Dziękuję uprzejmie.

Felieton Juliette de Firenza o granicach dobrego smaku!

Bialeński rynek prasowy upomniał się o felieton. Jako, że nawet najnędzniejsze okazy na tym v-padole muszą się wypróżniać, tako przyjęłam wyzwanie. Zastanawiając się nad wyborem tematu, myśli nakierowane były jednotorowo – interakcje między tym co należy do sfery Internetu, a co do tej realnej.

Ktoś, kto jest pozbawiony empatii nigdy nie zrozumie, gdzie jest granica. Granica pomiędzy tym, co wolno, a czego nie. Interpretacji tego, czym jest mikronacja powstało prawdopodobnie tyle, ile jest mieszkańców mikroświata. Każdy swoją obecność tu kształtuje w indywidualny sposób. Jedno jest pewne – każdy z nas kreuje swoich bohaterów. Którzy odgrywają główną rolę naszego przedstawienia. Łatwo połknąć bakcyla i „popłynąć”. Realizować w zmyślonym świecie rzeczy, których realnie się nie robi. Pod kopułą niektórych z nas nieraz dzieją się alternatywnie przebiegające historie tych, które faktycznie miały miejsce. A tutaj? Po prostu opisujemy. Tworzymy fantastyczne historie. Dajemy osiągać apogeum możliwościom wyobraźni.

O ile zaletą mikronacji jest nieograniczona niczym możliwość działania, mniejsze prawdopodobieństwo wtopienia się w tłum niż w świecie realnym, o tyle kwestią problematyczną może być chęć pokazania mikroświatu swojej realnej postaci. Anonimowość. Całkowite oderwanie się od rzeczywistości. Możliwość przeniesienia się w inny świat.

Są przecież osoby, których nick = realne dane. Których awatar = realne zdjęcie. Ale są też osoby abstrahujące od tego schematu. Których realne dane zna tylko wąska grupa najbliższych znajomych. Znajomych z Internetów. I trzeba to uszanować. Mieszanina głupoty i zuchwalstwa zaciera tą granicę. Powoduje, że traci się wyczucie dobrego smaku.

Żyjemy w brutalnym świecie. Gdzie tak łatwo spowodować utratę i tak już niewielkiej umiejętności dostrzegania radości w czymkolwiek, a już na pewno nie w wyskoku polegającym na odkryciu kart. Publiczne obnażenie nie każdemu może się podobać. I ten niewątpliwy zawód. W sytuacji, gdy doznajemy rozczarowania. Rozczarowania z powodu zachowania osób, którym wydawało się, że pomimo wszystko można zaufać. Gdy intuicja zawodzi, cóż nam pozostaje? Podłe kopnięcie w tyłek.

Najgorsze jest jednak to – rozczarowanie. Zderzenie z rzeczywistością. Po próbie – zanim wszystko zaczęło być na wspak – zrozumienia. Uprzedmiotowienie. Traktowanie jak zabawkę. Gdy się znudzi, potraktowanie jak śmiecia. Wykorzystanie do własnych celów.

Łatwo wywieść kogoś na manowce. Jakie korzyści można wynieść z prześladowania kogoś? Tak, prześladowania. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Obrzucanie błotem, grożenie realnymi konsekwencjami, śmiercią… za decyzje podejmowane przez nasze alter ego. Przez postać kreowaną w Internetach, przez zabawę, hobby. Jest takie powiedzenie, że tylko po kaczce wszystko spływa. Bardzo prawdziwe powiedzenie. Inwigilacja, pogwałcenie prywatności. Czy tylko na tak infantylne metody stać niektórych z nas?

Toż to bardzo łatwo znaleźć czyjeś dane, czyjś wizerunek. Portale internetowe, zrzuty ekranów z wideokonferencji. Każdy z nas może zgwałcić czyjąś anonimowość. Zachwiać poczucie v-bezpieczeństwa. Spowodować, że to, co dotąd traktuje jak zabawę, trzeba odbierać na poważnie. Ale jaki w tym cel? Co mi z tego przyjdzie? Jeśli ktoś będzie miał ochotę na ekshibicjonizm, z pewnością nie będzie się ograniczał. Celem v-egzystencji nie może być zniechęcanie innych tylko dlatego, że samemu spaliło się za sobą wszystkie mosty. To przykre, brutalne i nieludzkie.

Madame de Staël razu pewnego rzekła: „Im bardziej przyglądam się ludziom, tym bardziej kocham psy”. Przyznam, że ostatnimi czasy też tak mam. Szanuję swoją prywatność. Dopuszczam do niej osoby, którym ufam. Wykradanie zdjęć z portali społecznościowych, publikowanie, bezczelne groźby… Zagrywka poniżej poziomu. Droga po najmniejszej linii oporu. Niehonorowa, bez zasad, wbrew logice, obniżająca morale. Niełatwo już przewidzieć, dzięki czemu mogłaby mieć jakąkolwiek przyszłość, obojętnie już jaką…

Jul

Kącik poetycki…

MACIEJ KAMIŃSKI

„Do LMP”

Jeżeli miałbyś do wyboru,
Kolano zgiąć,
Na raz, dwa, cztery,
Albo,
Trumnę ojca opluć,
To z jaką prędkością,
Płyn by opadał?

Jeżeli miałbyś do zrobienia,
Pracę dla zbawienia,
Na raz, dwa, cztery,
Albo,
Podatników wściekłego wyklęcia,
To z jaką prędkością,
Dźwięk rozchodziłby się?

Jeżeli miałbyś do wypicia,
Wino trzyletnie,
Na raz, dwa, cztery,
Albo,
Bimber roboty domowej,
To z jaką prędkością,
Anioł stróż Twój by odwrócił oczy?

Ukochaj Benia,
On tak bardzo tęskni.

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

#1

LOGOG.png

Quo vadis Bialenio?

Mój powrót do Bialenii nie był szczególnym zaskoczeniem dla części Bialeńczyków i w zasadzie nie ma się dlaczego dziwić, bowiem w tej dziedzinie jestem już częściowo ekspertem. Miesiąc przerwy od mikroświata był dla mnie w pewnym sensie katharsis, co pozwoliło mi spojrzeć na naszą ojczyznę z boku. Po kilku tygodniach przerwy, jak włączyłem forum po raz pierwszy, odniosłem wrażenie, jakby gdzieś dusza pułkownika wyparowała. Wśród naszej społeczności zaobserwowałem zmęczenie materiału, które jest wyjątkowo niebezpieczne dla mikronacji, bowiem powoduje efekt domina, który może być zabójczy. Swego czasu podobna sytuacja miała miejsce w świetnie nam znanej Victorii, gdzie też znużonym obywatelom odbiło i zakończyło to wspaniałą przygodę tego państwa, które możemy już tylko podziwiać w notkach historycznych, a także wspomnieniach byłych jej już mieszkańców. No więc rodzi się pytanie…co dalej?

Warto się przyjrzeć naszej sytuacji wewnętrznej na szczeblu samorządowym. Jeszcze kilka miesięcy wstecz straszyłem “widmem unitaryzmu”, jednak z biegiem czasu stwierdzam, że zespojenie wszystkich regionów, jest niezbędne do dalszego prosperowania Bialenii. Przyjrzyjmy się poszczególnym częściom składowym Republiki:

  1. Królestwo Hasselandu jest państwem z o wiele dłuższą historią od samej Bialenii, dlatego wymagania tego samorządu są ku temu proporcjonalne. Mimo, że w pewnym okresie Hasselandczycy kontrowali wszystkie najwyższe szczeble władzy w Republice, można usłyszeć głosy secesjonistyczne, których nie można bagatelizować. Bez wątpienia aktywność Królestwa jest najwyższa spośród wszystkich regionów, a w pewnym okresie wręcz przewyższała w tym aspekcie nawet resztę kraju. Sukces Hasselandu ma niestety dwie strony medalu, ponieważ zaczęły odzywać się bezpardonowe głosy mówiące o ewentualnym powrocie niepodległego państwa. Lecz czy takie podejście wyjdzie którejś stronie na zdrowie, jeśli w przypadku ewentualnego kryzysu nie będą one mogły na siebie liczyć?
  2. Carstwo Brodryjskie budzi skrajne emocje od samego początku. Na chwilę obecną ten region egzystuje na krawędzi jakiejkolwiek aktywności i istnieje tylko dzięki poświęceniu Mikołaja Patryka Dostojewskiego, Tomasza Bagrata-Dostojewskiego oraz oczywiście Wiecznej Carycy Słońce Aleksandrze Izabeli Dostojewskiej-Swarzewskiej. Niestety jestem zmuszony to powiedzieć, ale w obecnej formie istnienie dalej Brodrii mija się z celem. Nikomu nie uda się już jej zaktywizować, ponieważ potencjalni jej obywatele zamieszkują Abachazję, z którą Carstwo nie może się równać. Niestety po dawnej Brodrii, która swego czasu pod żadnym względem nie ustępowała Bialenii, pozostał już tylko łabędzi śpiew i gra na ostatnie skrzypce.
  3. Pryncypat Lahazydii z kolei jest samorządem, który był skazany na porażkę, za nim w ogóle powstał. Niestety Lahazydia nie stała się wyjątkiem potwierdzającym regułę, iż tworzenie sztucznych regionów jest bezsensu z powodu braku utożsamiania się z nimi. Dlatego już czas pożegnać się z tym tworem i odstawić na półkę obok komitetów.

Tak więc, czego potrzeba Bialenii? Trzęsienia ziemi, które pozwoli wszystkim wyrzucić z siebie emocje i ostatecznie doprowadzi do solidaryzmu społecznego, którego pokłosiem będzie zjednoczona oraz solidarna Bialenia.

MW

Wywiad z byłym El Presidente La Palmy.

Markus Wettin: Witam serdecznie naszego pierwszego gościa – Hugo Miramontesa, byłego prezydenta Republiki Palmowej.

Hugo Miramontes: Hola Seńor. Pozwól, że tak będę się do Ciebie zwracać. Cieszę się, że jestem postrzegany za osobę, która może coś ciekawego powiedzieć. Czy tak jest przekonamy się za chwilę.

Czy mógłby Pan pokrótce zobrazować czytelnikom sytuację wewnętrzną La Palmy, która to po przejęciu steru przez Lorenzo Sastre, dość mocno zwolniła ze zaznaczaniem swojej obecności na arenie międzynarodowej?

Sam jestem osobą, która nieco z boku przygląda się temu, bowiem ostatnie ograniczenie mojej aktywności w La Palmie spowodowało, że stałem się poniekąd biernym obserwatorem. Sytuacja Republiki, w której rzeczywiście priorytetem stała się polityka wewnętrzna, jest spowodowana zmianami – nie tylko w strukturach władzy, ale również w administracji, tj. zmianie adresu forum. Sam, gdy zdarzają mi się przebłyski aktywności, staram się „pokazywać” La Palmę v-światu. Dzisiaj również była ku temu doskonała okazja. Należy pamiętać, że Republika nadal jest poważnym graczem w stosunkach międzynarodowych.

Czyli La Palma dalej ma zamiar pozostać liderem w organizacji różnych imprez sportowych oraz kulturalnych?

W to nie wątpię, choć teraz to nie ja będę koordynować prace nad tymi projektami. Tutaj rzeczywiście nadal „pierwsze skrzypce” gra Seńorita da Firenza. Aktualnie organizowany jest mini-event, jakim jest Karnawał Masek. Może warto przypomnieć jak to wyglądało dwa lata temu – https://www.youtube.com/watch?v=E_efXtTOrXI. Władze w La Palmie zmieniają się, ale zapał mieszkańców raczej nie stygnie. Wiele imprez było organizowanych za mojej kadencji – wiele, których wcześniej w Republice nie było. Warto tutaj wymienić chociażby “ratunkową” organizację OurSound, czy też najlepszą do tej pory edycję v-Mundialu. W tym roku na pewno ponownie odbędą się Regaty. Wracamy do Torneo de Pesca, czyli zawodów wędkarskich. A w planach są również nowości. Niektóre bardzo rozbudowane! La Palma nadal będzie kulturowym sercem mikroświata.

Odchodząc częściowo od tematu La Palmy, jak w Pana oczach obrazuje się obecna sytuacja Republiki Bialeńskiej?

Ciekawe pytanie Seńor. Przyznam szczerze, że jako Presidente bacznie śledziłem poczynania Bialenii i byłem pełen podziwu dla wytrwałości z jaką budujecie swoją mikronację. Mieszanka kulturowa jaką nam serwujecie na pewno jest zjadliwa, ale pytanie, czy nie odbije się ona czkawką. Zmiany są naturalną rzeczą i są typowe dla ewolucji. Rewolucja przynosi różne rozwiązania – najczęściej negatywne. Mam nadzieję, że pójdziecie właściwą ścieżką.

Czy prezydent Heinrich Hewret Wettin oraz jego rząd stają na wysokości zadania, które im powierzyło bialeńskie społeczeństwo?

Trudno mi jednoznacznie ocenić politykę obecnych władz. Parlament istnieje już cały miesiąc i widać, że prace nad poprawą funkcjonowania Bialenii trwają. Dodatkowo zaangażowanie w organizację v-Mundialu przynosi oczekiwane skutki. Swoją drogą mam nadzieję, że powalicie naszą imprezę na łopatki! Społeczeństwo powierzyło obecnie rządzącym taką rolę i dało im kredyt zaufania – jak na razie z tej roli wywiązują się tak, jak od nich oczekiwano. Osobiście chciałbym, by Bialeńczycy chętniej uczestniczyli w eventach organizowanych przez La Palmę. Widzę tutaj duży potencjał na polu współpracy. Mam nadzieję, że władze naszych państw zacisną wzajemne relacje.

Czy w oczach tak zasłużonego człowieka dla swojego kraju istnieje możliwość, aby Bialenia stała się jednym ze strategicznych partnerów oraz sojuszników Republiki Palmowej?

La Palma powinna dobierać sobie rzeczywiście wartościowych partnerów i tak się dzieje cały czas. Cieszy, że największe mikronacje ochoczo z nami współpracują i ciągle utrzymujemy z nimi kontakt. Cieszy również, że potrafimy selekcjonować tych, którzy są małowartościowi. I tak za mojej kadencji zakończyliśmy współpracę z Samundą, tak teraz – w sumie również poniekąd przez moje działanie – zakończyliśmy współpracę z Orjonem Surmą. Nie oznacza to, że zamierzamy zamknąć się na Surmenię. Wręcz przeciwnie… jest to jeden z naszych najwierniejszych partnerów i chcemy nadal utrzymywać dobre relacje. Co do samej Bialenii. Naszych obywateli łączą bardzo dobre znajomości przez co ta współpraca jest rzeczywiście możliwa do osiągnięcia. Przy większych imprezach nieoceniona jest pomoc innych. Dlatego tak bardzo cieszy fakt, że mnoga ilość mikronacji podłącza się do współtworzenia Regat! Za mojej kadencji nie powtórzyliśmy niestety Pucharu w Haxballa, który w 1957 r. był moim osobistym projektem flagowym. Myślę, że tak wielka organizacyjnie impreza musi posiadać wielu pracowników, którzy dopną wszystko na ostatni guzik. Nie wątpię, że takim współpracownikiem może albo nawet i powinna być Bialenia.

Jakiś czas temu w Bialenii narodziła się koncepcja republikańskiego sojuszu, który dążyłby do zaciśnięcia współpracy między krajami, które opierają się na tym systemie. Potencjalnie w jego skład miałaby wejść Bialenia, La Palma, Trizondal oraz Surmenia. Jak ocenia Pan realną szansę realizacji tego projektu?

Osobiście skłaniam się ku poglądom, że jakiekolwiek unie większych państw nie mają racji bytu. Już nie chcę wracać co OPM’u, który był największą porażką mikronacji. Może to zbyt naciągane porównanie, ale chodzi przede wszystkim o to, że każda z tych mikronacji ma swój własny interes. Nie wierzę również, że wszyscy mogą i zechcą współpracować na wielu płaszczyznach. Tak naprawdę łatwiej jest stworzyć ideę i poszukać kogoś nią zainteresowanego, niż szukać chętnych, a potem tworzyć ową ideę. Zazwyczaj jestem optymistycznie nastawiony do wszelkich nowych inicjatyw, ale jeśli chodzi o jakiekolwiek sojusze, to mój sceptycyzm jest naprawdę nie do pokonania.

A jak Pan ocenia obecną pozycję Republiki Bialeńskiej na arenie międzynarodowej?

Musimy zdawać sobie sprawę, że są mikronacje naprawdę liczne, którym przypisywana jest rola tych na najwyższych pozycjach. Nie będe tego kwestionować, więc muszę przyznać, że Bialenia jest w czołówce. Warta jest tutaj jednak do omówienia kwestia tego, w jaki sposób państwa te tworzą mikroświat. Przecież jesteście razem może i nawet jego większością. O wiele większym pożytkiem byłoby, gdyby społeczeństwa największych nie zamykały się wewnątrz swoich struktur, ale odważnie dyktowały tempo życia mikroświata. Aktualnie takim wyznacznikiem tempa życia w mikroświecie były imprezy La Palmy, które dają rzeczywisty powiew świeżości i integrują nasze społeczeństwa.

Nad poprawą którego aspektu kraju Bialeńczycy powinni się skupić?

Myślę, że przede wszystkim najważniejsza jest integracja. Wiadomo, że pojawią się różne zdania, poglądy i decyzje, ale najważniejsze, by społeczeństwo czuło się częścią kraju, a nie jakiejś frakcji. Wtedy rzeczywiście będzie można budować kraj i bawić się tym. W innym wypadku przestanie to być zabawą, a zacznie być chorą rywalizacją o wpływy czy też władzę. Przy czym nie twierdzę, że rywalizacja jest zła – jedynie bez rzeczywistego poczucia przynależności może przynieść negatywne skutki.

Czego Bialeńczycy mogliby się nauczyć od mieszkańców La Palmy?

Czego możecie się uczyć od nas? Zdecydowanie otwartości na inne nacje, z którymi naprawdę da się tworzyć ciekawe inicjatywy!

Czy na koniec zechciałby Pan coś przekazać naszym czytelnikom?

Oczywiście. Bardzo zdziwiony jestem, ze to już koniec, bo bardzo miło się rozmawiało! Mam nadzieję, że moje słowa będą dla kogoś inspiracją, by ta współpraca pomiędzy mikronacjami – dużymi i małymi – była zawsze możliwa, a przede wszystkim owocna, i, żeby te owoce były możliwe do zebrania przez jak największe grono.

Dziękuję serdecznie za możliwość przeprowadzenia wywiadu i życzę dalszych sukcesów.

Dziękuję Seńorowi za propozycję rozmowy i dziękuję tym, którzy dotrwali do tego momentu!

Felieton Tomasza Antera o Bialeńskim Towarzystwie Geograficznym

O problemach wirtualnej kartografii

Geneza tego felietonu jest dwojaka. Po pierwsze – co oczywiste – zostałem zaproszony do napisania felietonu do nowo-powstającej gazety. Po drugie – uczestniczę w tworzeniu Nordackiego Towarzystwa Geograficznego (skrótowo NTG, zwanego bardzo często także Bialeńskim Towarzystwem Geograficznym) i chciałbym równolegle potraktować ten tekst jako swoisty nieformalny manifest mojej wizji kartografii wirtualnej – wizji jej stanu obecnego ale i też wizji tego jak powinna wyglądać. Nie jest to oczywiście oficjalne stanowisko NTG – jedynie luźny zbiór uwag na temat rzeczy jakie mi się nie podobają i proponowanych przeze mnie rozwiązań.

Zdaję sobie sprawę, że temat jak na felieton wydawać się może dość hermetyczny – dlatego postaram się rzecz opisywać językiem możliwie prostym i zwięzłym aby nie zniechęcać przeciętnego czytelnika. Taką formę wymusza też ekonomia czasu i miejsca – pełna charakterystyka problemów polskiej v-kartografii spokojnie zając by mogła opracowanie idące w dziesiątki stron.

Rzecz poruszam głównie od strony interesującej nas, Bialeńczyków – z naciskiem na kwestie dotyczące kontynentu Nordaty. Znaczna część opisywanych tutaj rzeczy można odnieść do całości polskiego v-świata.

Problemy kartografii wirtualnej

Obecnie zasadniczym przejawem kartografii wirtualnej jest tworzenie map i mapek politycznych poszczególnych państw (map podziału administracyjnego) i kontynentów. Rzadziej całego v-świata.

W porównaniu do map politycznych mapy fizyczne – przedstawiające ukształtowanie powierzchni państw wirtualnych są bardzo rzadkie. Przyczyna jest oczywista: dużo prościej nanieść  kilka państw na kontur kontynentu niż skomplikowaną mozaikę gór,wyżyn, równin, wzgórz, pojezierzy i rzek. Mapę polityczną, nawet szczegółową mapę podziału administracyjnego stworzyć można w parę minut. Mapa fizyczna (jeśli ma być zadowalającej jakości) może wymagać nawet kilku dni ślęczenia nad programem graficznym.

Duża ilość map politycznych niestety nie przekłada się na ich jakość: Dokładne przyjrzenie się ogólnodostępnym mapom polskich v-państw ujawnia dużo nieścisłości. Często to samo państwo na mapach różnych autorów może mieć inny przebieg granic – przykładowo na niektórych mapach Abachazja posiada bezpośredni dostęp do morza znajdującego się na wschód od Noklezji* na innych zaś jest oddzielona od tego akwenu pasem ziem niczyich.

Ktoś powie że to pewnie kartografowie z różnych państw próbują sobie „ugrać” jak najwięcej terytorium. Okazuje się że wcale nie: to nie są terytoria sporne ale zwykła niedbałość – bowiem często jest tak że mapa z państwa A pokazuje je mniej rozbudowane terytorialnie niż mapa z państwa B mimo że teoretycznie to właśnie obywatelowi państwa A powinno zależeć na „wielkości” swojej ojczyzny.

Tutaj właśnie pojawia się sedno problemu: niedbałość. Mapy często tworzone są bez żadnej skali czy układu współrzędnych; miejscowości są rozrzucane „na oko”, granice ciągnięte nieuważnie.

Napisałem „niedbałość” i nie wiem czy użyłem poprawnego określenia. Słowo „niedbałość” sugeruje że wirtualni kartografowie świadomie nie przywiązują wagi do swojej pracy – gdyby chcieli to mogli by stworzyć precyzyjne mapy, prawda?

Okazuje się właśnie że nie prawda! Nawet gdyby jakiś geograf-perfekcjonista chciał stworzyć dokładną mapę to nie ma on takiej możliwości bo po prostu najzwyczajniej brakuje oficjalnych danych o granicach państw, miejscowościach etc. Twórca mapy może jedynie mniej lub bardziej dokładnie przerysowywać kontury granic, miejscowości itp. z map innych autorów.

W „realu” państwa publikują wykazy miejscowości, całe tabele obiektów geograficznych wraz z dokładnymi współrzędnymi. Każdy zainteresowany jeśli chce ma możliwość dokładnego naniesienia tych obiektów na mapę.

To samo dotyczy granic państwowych: Traktaty graniczne zawierają dokładne opisy przebiegów granic. W v-świecie tego praktycznie nie ma – granice są określone głównie „zwyczajowo” poprzez konsensus różnych osób tworzących mapy.

Dalszy problem to kwestia skali: większość map w ogóle nie zawiera żadnej skali więc nie idzie stwierdzić jaka jest powierzchnia państw. A te które zawierają skale są bardzo często sprzeczne – mapy różnych autorów zakładają radykalnie różną powierzchnię np. Republiki Bialeńskiej.

Co z powyższymi problemami można zrobić?

Dużo z powyższych problemów to kwestia uzgodnienia, przyjęcia wspólnych standardów przez wirtualnych kartografów. Uzgodnienie wspólnej skali i standardu współrzędnych geograficznych nie powinno być zbyt trudne – przynajmniej na poziomie kontynentu.

Problem braku map fizycznych który to wynika z czasochłonności ich stworzenia rozwiązać na przykład poprzez grupę v-kartografów która wspólnie utworzyła wysokiej jakości dużej rozdzielczości mapę fizyczną kontynentu ale bez oznaczeń, nazw geograficznych itp pozwoliła każdemu zainteresowanemu „lokalnemu” kartografowi korzystać z niej na potrzeby własnych prac – jako tło do nanoszenia granic państw, miejscowości i własnych nazw geograficznych.

Dlatego uważam za niezwykle ważne utworzenie takiej organizacji jak NTG – organizacji która ma stworzyć forum dla geografów różnych państw kontynentu aby mogli wspólnie zadbać o zgodność tworzonych przez siebie map, aby móc wymieniać się efektami swojej pracy, opiniami na temat pracy kolegów i uwagami o charakterze ogólnym.

Oczywiście – dobrze by było gdyby powyższe problemy rozwiązały rządy mikronacji na drodze np. umów międzynarodowych ale z tego co wiem żadne z państw kontynentu nie ma „państwowego wydawnictwa kartograficznego”, mapy w związku z tym i tak tworzą osoby indywidualne, więc lepiej aby standardy między sobą uzgadniały te osoby które na co dzień tworzą mapy niż politycy którzy często nie wykazują większego zainteresowania wirtualną kartografią.

Nie uważam jednak że rządy nie mogą mieć pozytywnej roli w rozwoju wirtualnej kartografii. Trzeba im tylko „pomóc”. Na przykład w sprawie granic. NTG z członkami zrzeszonymi w różnych państwach działało by jako swoista „grupa nacisku” na MSZ-ty państw aby w sposób jedno znaczy ustaliły wzajemne granice. Członkowie NTG oczywiście gotowi są zaoferować pomoc techniczną związaną z precyzyjnym opisywaniem przebiegu granic. Podobne działania można by podjąć po ustaleniu wspólnego systemu współrzędnych geograficznych aby państwa stosowały je przy określaniu np. stolic czy granic jednostek podziału administracyjnego. Tutaj również NTG oferuje wszelką pomoc.

Mapy mają oddawać jak najdokładniej wirtualną rzeczywistość. A wirtualna rzeczywistość istnieje i funkcjonuje tylko dzięki konsensusowi osób w niej uczestniczących. Dlatego bez konsensusu wśród geografów nie będzie wysokiej jakości map.
Dlatego podsumowując:  geografia i kartografia naszego kontynentu ma „problemy” i tylko wspólnie można je rozwiązać.

—————————————————–
*Niestety byłem w stanie ustalić jaka jest nazwa tego morza – kolejny przykład na bolączki naszej kartografii. Ja osobiście proponował bym nazwę Morze Śródnordackie.

 

Microball

Bez tytułu.png

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Ciof!

 

LOGOG.png

Chciałbym powitać wszystkich czytelników nowej bialeńskiej gazety o nazwie “Niecodziennik Republikański”. Owe medium będzie skupiało się na humorystycznym przedstawieniu sytuacji w kraju oraz na świecie. Częstotliwość wydawania nowych numerów jest nieokreślona, ponieważ to już będzie zależeć od weny redaktora. Pierwszy numer już dzisiaj wieczorem!

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz