#1

LOGOG.png

Quo vadis Bialenio?

Mój powrót do Bialenii nie był szczególnym zaskoczeniem dla części Bialeńczyków i w zasadzie nie ma się dlaczego dziwić, bowiem w tej dziedzinie jestem już częściowo ekspertem. Miesiąc przerwy od mikroświata był dla mnie w pewnym sensie katharsis, co pozwoliło mi spojrzeć na naszą ojczyznę z boku. Po kilku tygodniach przerwy, jak włączyłem forum po raz pierwszy, odniosłem wrażenie, jakby gdzieś dusza pułkownika wyparowała. Wśród naszej społeczności zaobserwowałem zmęczenie materiału, które jest wyjątkowo niebezpieczne dla mikronacji, bowiem powoduje efekt domina, który może być zabójczy. Swego czasu podobna sytuacja miała miejsce w świetnie nam znanej Victorii, gdzie też znużonym obywatelom odbiło i zakończyło to wspaniałą przygodę tego państwa, które możemy już tylko podziwiać w notkach historycznych, a także wspomnieniach byłych jej już mieszkańców. No więc rodzi się pytanie…co dalej?

Warto się przyjrzeć naszej sytuacji wewnętrznej na szczeblu samorządowym. Jeszcze kilka miesięcy wstecz straszyłem “widmem unitaryzmu”, jednak z biegiem czasu stwierdzam, że zespojenie wszystkich regionów, jest niezbędne do dalszego prosperowania Bialenii. Przyjrzyjmy się poszczególnym częściom składowym Republiki:

  1. Królestwo Hasselandu jest państwem z o wiele dłuższą historią od samej Bialenii, dlatego wymagania tego samorządu są ku temu proporcjonalne. Mimo, że w pewnym okresie Hasselandczycy kontrowali wszystkie najwyższe szczeble władzy w Republice, można usłyszeć głosy secesjonistyczne, których nie można bagatelizować. Bez wątpienia aktywność Królestwa jest najwyższa spośród wszystkich regionów, a w pewnym okresie wręcz przewyższała w tym aspekcie nawet resztę kraju. Sukces Hasselandu ma niestety dwie strony medalu, ponieważ zaczęły odzywać się bezpardonowe głosy mówiące o ewentualnym powrocie niepodległego państwa. Lecz czy takie podejście wyjdzie którejś stronie na zdrowie, jeśli w przypadku ewentualnego kryzysu nie będą one mogły na siebie liczyć?
  2. Carstwo Brodryjskie budzi skrajne emocje od samego początku. Na chwilę obecną ten region egzystuje na krawędzi jakiejkolwiek aktywności i istnieje tylko dzięki poświęceniu Mikołaja Patryka Dostojewskiego, Tomasza Bagrata-Dostojewskiego oraz oczywiście Wiecznej Carycy Słońce Aleksandrze Izabeli Dostojewskiej-Swarzewskiej. Niestety jestem zmuszony to powiedzieć, ale w obecnej formie istnienie dalej Brodrii mija się z celem. Nikomu nie uda się już jej zaktywizować, ponieważ potencjalni jej obywatele zamieszkują Abachazję, z którą Carstwo nie może się równać. Niestety po dawnej Brodrii, która swego czasu pod żadnym względem nie ustępowała Bialenii, pozostał już tylko łabędzi śpiew i gra na ostatnie skrzypce.
  3. Pryncypat Lahazydii z kolei jest samorządem, który był skazany na porażkę, za nim w ogóle powstał. Niestety Lahazydia nie stała się wyjątkiem potwierdzającym regułę, iż tworzenie sztucznych regionów jest bezsensu z powodu braku utożsamiania się z nimi. Dlatego już czas pożegnać się z tym tworem i odstawić na półkę obok komitetów.

Tak więc, czego potrzeba Bialenii? Trzęsienia ziemi, które pozwoli wszystkim wyrzucić z siebie emocje i ostatecznie doprowadzi do solidaryzmu społecznego, którego pokłosiem będzie zjednoczona oraz solidarna Bialenia.

MW

Wywiad z byłym El Presidente La Palmy.

Markus Wettin: Witam serdecznie naszego pierwszego gościa – Hugo Miramontesa, byłego prezydenta Republiki Palmowej.

Hugo Miramontes: Hola Seńor. Pozwól, że tak będę się do Ciebie zwracać. Cieszę się, że jestem postrzegany za osobę, która może coś ciekawego powiedzieć. Czy tak jest przekonamy się za chwilę.

Czy mógłby Pan pokrótce zobrazować czytelnikom sytuację wewnętrzną La Palmy, która to po przejęciu steru przez Lorenzo Sastre, dość mocno zwolniła ze zaznaczaniem swojej obecności na arenie międzynarodowej?

Sam jestem osobą, która nieco z boku przygląda się temu, bowiem ostatnie ograniczenie mojej aktywności w La Palmie spowodowało, że stałem się poniekąd biernym obserwatorem. Sytuacja Republiki, w której rzeczywiście priorytetem stała się polityka wewnętrzna, jest spowodowana zmianami – nie tylko w strukturach władzy, ale również w administracji, tj. zmianie adresu forum. Sam, gdy zdarzają mi się przebłyski aktywności, staram się „pokazywać” La Palmę v-światu. Dzisiaj również była ku temu doskonała okazja. Należy pamiętać, że Republika nadal jest poważnym graczem w stosunkach międzynarodowych.

Czyli La Palma dalej ma zamiar pozostać liderem w organizacji różnych imprez sportowych oraz kulturalnych?

W to nie wątpię, choć teraz to nie ja będę koordynować prace nad tymi projektami. Tutaj rzeczywiście nadal „pierwsze skrzypce” gra Seńorita da Firenza. Aktualnie organizowany jest mini-event, jakim jest Karnawał Masek. Może warto przypomnieć jak to wyglądało dwa lata temu – https://www.youtube.com/watch?v=E_efXtTOrXI. Władze w La Palmie zmieniają się, ale zapał mieszkańców raczej nie stygnie. Wiele imprez było organizowanych za mojej kadencji – wiele, których wcześniej w Republice nie było. Warto tutaj wymienić chociażby “ratunkową” organizację OurSound, czy też najlepszą do tej pory edycję v-Mundialu. W tym roku na pewno ponownie odbędą się Regaty. Wracamy do Torneo de Pesca, czyli zawodów wędkarskich. A w planach są również nowości. Niektóre bardzo rozbudowane! La Palma nadal będzie kulturowym sercem mikroświata.

Odchodząc częściowo od tematu La Palmy, jak w Pana oczach obrazuje się obecna sytuacja Republiki Bialeńskiej?

Ciekawe pytanie Seńor. Przyznam szczerze, że jako Presidente bacznie śledziłem poczynania Bialenii i byłem pełen podziwu dla wytrwałości z jaką budujecie swoją mikronację. Mieszanka kulturowa jaką nam serwujecie na pewno jest zjadliwa, ale pytanie, czy nie odbije się ona czkawką. Zmiany są naturalną rzeczą i są typowe dla ewolucji. Rewolucja przynosi różne rozwiązania – najczęściej negatywne. Mam nadzieję, że pójdziecie właściwą ścieżką.

Czy prezydent Heinrich Hewret Wettin oraz jego rząd stają na wysokości zadania, które im powierzyło bialeńskie społeczeństwo?

Trudno mi jednoznacznie ocenić politykę obecnych władz. Parlament istnieje już cały miesiąc i widać, że prace nad poprawą funkcjonowania Bialenii trwają. Dodatkowo zaangażowanie w organizację v-Mundialu przynosi oczekiwane skutki. Swoją drogą mam nadzieję, że powalicie naszą imprezę na łopatki! Społeczeństwo powierzyło obecnie rządzącym taką rolę i dało im kredyt zaufania – jak na razie z tej roli wywiązują się tak, jak od nich oczekiwano. Osobiście chciałbym, by Bialeńczycy chętniej uczestniczyli w eventach organizowanych przez La Palmę. Widzę tutaj duży potencjał na polu współpracy. Mam nadzieję, że władze naszych państw zacisną wzajemne relacje.

Czy w oczach tak zasłużonego człowieka dla swojego kraju istnieje możliwość, aby Bialenia stała się jednym ze strategicznych partnerów oraz sojuszników Republiki Palmowej?

La Palma powinna dobierać sobie rzeczywiście wartościowych partnerów i tak się dzieje cały czas. Cieszy, że największe mikronacje ochoczo z nami współpracują i ciągle utrzymujemy z nimi kontakt. Cieszy również, że potrafimy selekcjonować tych, którzy są małowartościowi. I tak za mojej kadencji zakończyliśmy współpracę z Samundą, tak teraz – w sumie również poniekąd przez moje działanie – zakończyliśmy współpracę z Orjonem Surmą. Nie oznacza to, że zamierzamy zamknąć się na Surmenię. Wręcz przeciwnie… jest to jeden z naszych najwierniejszych partnerów i chcemy nadal utrzymywać dobre relacje. Co do samej Bialenii. Naszych obywateli łączą bardzo dobre znajomości przez co ta współpraca jest rzeczywiście możliwa do osiągnięcia. Przy większych imprezach nieoceniona jest pomoc innych. Dlatego tak bardzo cieszy fakt, że mnoga ilość mikronacji podłącza się do współtworzenia Regat! Za mojej kadencji nie powtórzyliśmy niestety Pucharu w Haxballa, który w 1957 r. był moim osobistym projektem flagowym. Myślę, że tak wielka organizacyjnie impreza musi posiadać wielu pracowników, którzy dopną wszystko na ostatni guzik. Nie wątpię, że takim współpracownikiem może albo nawet i powinna być Bialenia.

Jakiś czas temu w Bialenii narodziła się koncepcja republikańskiego sojuszu, który dążyłby do zaciśnięcia współpracy między krajami, które opierają się na tym systemie. Potencjalnie w jego skład miałaby wejść Bialenia, La Palma, Trizondal oraz Surmenia. Jak ocenia Pan realną szansę realizacji tego projektu?

Osobiście skłaniam się ku poglądom, że jakiekolwiek unie większych państw nie mają racji bytu. Już nie chcę wracać co OPM’u, który był największą porażką mikronacji. Może to zbyt naciągane porównanie, ale chodzi przede wszystkim o to, że każda z tych mikronacji ma swój własny interes. Nie wierzę również, że wszyscy mogą i zechcą współpracować na wielu płaszczyznach. Tak naprawdę łatwiej jest stworzyć ideę i poszukać kogoś nią zainteresowanego, niż szukać chętnych, a potem tworzyć ową ideę. Zazwyczaj jestem optymistycznie nastawiony do wszelkich nowych inicjatyw, ale jeśli chodzi o jakiekolwiek sojusze, to mój sceptycyzm jest naprawdę nie do pokonania.

A jak Pan ocenia obecną pozycję Republiki Bialeńskiej na arenie międzynarodowej?

Musimy zdawać sobie sprawę, że są mikronacje naprawdę liczne, którym przypisywana jest rola tych na najwyższych pozycjach. Nie będe tego kwestionować, więc muszę przyznać, że Bialenia jest w czołówce. Warta jest tutaj jednak do omówienia kwestia tego, w jaki sposób państwa te tworzą mikroświat. Przecież jesteście razem może i nawet jego większością. O wiele większym pożytkiem byłoby, gdyby społeczeństwa największych nie zamykały się wewnątrz swoich struktur, ale odważnie dyktowały tempo życia mikroświata. Aktualnie takim wyznacznikiem tempa życia w mikroświecie były imprezy La Palmy, które dają rzeczywisty powiew świeżości i integrują nasze społeczeństwa.

Nad poprawą którego aspektu kraju Bialeńczycy powinni się skupić?

Myślę, że przede wszystkim najważniejsza jest integracja. Wiadomo, że pojawią się różne zdania, poglądy i decyzje, ale najważniejsze, by społeczeństwo czuło się częścią kraju, a nie jakiejś frakcji. Wtedy rzeczywiście będzie można budować kraj i bawić się tym. W innym wypadku przestanie to być zabawą, a zacznie być chorą rywalizacją o wpływy czy też władzę. Przy czym nie twierdzę, że rywalizacja jest zła – jedynie bez rzeczywistego poczucia przynależności może przynieść negatywne skutki.

Czego Bialeńczycy mogliby się nauczyć od mieszkańców La Palmy?

Czego możecie się uczyć od nas? Zdecydowanie otwartości na inne nacje, z którymi naprawdę da się tworzyć ciekawe inicjatywy!

Czy na koniec zechciałby Pan coś przekazać naszym czytelnikom?

Oczywiście. Bardzo zdziwiony jestem, ze to już koniec, bo bardzo miło się rozmawiało! Mam nadzieję, że moje słowa będą dla kogoś inspiracją, by ta współpraca pomiędzy mikronacjami – dużymi i małymi – była zawsze możliwa, a przede wszystkim owocna, i, żeby te owoce były możliwe do zebrania przez jak największe grono.

Dziękuję serdecznie za możliwość przeprowadzenia wywiadu i życzę dalszych sukcesów.

Dziękuję Seńorowi za propozycję rozmowy i dziękuję tym, którzy dotrwali do tego momentu!

Felieton Tomasza Antera o Bialeńskim Towarzystwie Geograficznym

O problemach wirtualnej kartografii

Geneza tego felietonu jest dwojaka. Po pierwsze – co oczywiste – zostałem zaproszony do napisania felietonu do nowo-powstającej gazety. Po drugie – uczestniczę w tworzeniu Nordackiego Towarzystwa Geograficznego (skrótowo NTG, zwanego bardzo często także Bialeńskim Towarzystwem Geograficznym) i chciałbym równolegle potraktować ten tekst jako swoisty nieformalny manifest mojej wizji kartografii wirtualnej – wizji jej stanu obecnego ale i też wizji tego jak powinna wyglądać. Nie jest to oczywiście oficjalne stanowisko NTG – jedynie luźny zbiór uwag na temat rzeczy jakie mi się nie podobają i proponowanych przeze mnie rozwiązań.

Zdaję sobie sprawę, że temat jak na felieton wydawać się może dość hermetyczny – dlatego postaram się rzecz opisywać językiem możliwie prostym i zwięzłym aby nie zniechęcać przeciętnego czytelnika. Taką formę wymusza też ekonomia czasu i miejsca – pełna charakterystyka problemów polskiej v-kartografii spokojnie zając by mogła opracowanie idące w dziesiątki stron.

Rzecz poruszam głównie od strony interesującej nas, Bialeńczyków – z naciskiem na kwestie dotyczące kontynentu Nordaty. Znaczna część opisywanych tutaj rzeczy można odnieść do całości polskiego v-świata.

Problemy kartografii wirtualnej

Obecnie zasadniczym przejawem kartografii wirtualnej jest tworzenie map i mapek politycznych poszczególnych państw (map podziału administracyjnego) i kontynentów. Rzadziej całego v-świata.

W porównaniu do map politycznych mapy fizyczne – przedstawiające ukształtowanie powierzchni państw wirtualnych są bardzo rzadkie. Przyczyna jest oczywista: dużo prościej nanieść  kilka państw na kontur kontynentu niż skomplikowaną mozaikę gór,wyżyn, równin, wzgórz, pojezierzy i rzek. Mapę polityczną, nawet szczegółową mapę podziału administracyjnego stworzyć można w parę minut. Mapa fizyczna (jeśli ma być zadowalającej jakości) może wymagać nawet kilku dni ślęczenia nad programem graficznym.

Duża ilość map politycznych niestety nie przekłada się na ich jakość: Dokładne przyjrzenie się ogólnodostępnym mapom polskich v-państw ujawnia dużo nieścisłości. Często to samo państwo na mapach różnych autorów może mieć inny przebieg granic – przykładowo na niektórych mapach Abachazja posiada bezpośredni dostęp do morza znajdującego się na wschód od Noklezji* na innych zaś jest oddzielona od tego akwenu pasem ziem niczyich.

Ktoś powie że to pewnie kartografowie z różnych państw próbują sobie „ugrać” jak najwięcej terytorium. Okazuje się że wcale nie: to nie są terytoria sporne ale zwykła niedbałość – bowiem często jest tak że mapa z państwa A pokazuje je mniej rozbudowane terytorialnie niż mapa z państwa B mimo że teoretycznie to właśnie obywatelowi państwa A powinno zależeć na „wielkości” swojej ojczyzny.

Tutaj właśnie pojawia się sedno problemu: niedbałość. Mapy często tworzone są bez żadnej skali czy układu współrzędnych; miejscowości są rozrzucane „na oko”, granice ciągnięte nieuważnie.

Napisałem „niedbałość” i nie wiem czy użyłem poprawnego określenia. Słowo „niedbałość” sugeruje że wirtualni kartografowie świadomie nie przywiązują wagi do swojej pracy – gdyby chcieli to mogli by stworzyć precyzyjne mapy, prawda?

Okazuje się właśnie że nie prawda! Nawet gdyby jakiś geograf-perfekcjonista chciał stworzyć dokładną mapę to nie ma on takiej możliwości bo po prostu najzwyczajniej brakuje oficjalnych danych o granicach państw, miejscowościach etc. Twórca mapy może jedynie mniej lub bardziej dokładnie przerysowywać kontury granic, miejscowości itp. z map innych autorów.

W „realu” państwa publikują wykazy miejscowości, całe tabele obiektów geograficznych wraz z dokładnymi współrzędnymi. Każdy zainteresowany jeśli chce ma możliwość dokładnego naniesienia tych obiektów na mapę.

To samo dotyczy granic państwowych: Traktaty graniczne zawierają dokładne opisy przebiegów granic. W v-świecie tego praktycznie nie ma – granice są określone głównie „zwyczajowo” poprzez konsensus różnych osób tworzących mapy.

Dalszy problem to kwestia skali: większość map w ogóle nie zawiera żadnej skali więc nie idzie stwierdzić jaka jest powierzchnia państw. A te które zawierają skale są bardzo często sprzeczne – mapy różnych autorów zakładają radykalnie różną powierzchnię np. Republiki Bialeńskiej.

Co z powyższymi problemami można zrobić?

Dużo z powyższych problemów to kwestia uzgodnienia, przyjęcia wspólnych standardów przez wirtualnych kartografów. Uzgodnienie wspólnej skali i standardu współrzędnych geograficznych nie powinno być zbyt trudne – przynajmniej na poziomie kontynentu.

Problem braku map fizycznych który to wynika z czasochłonności ich stworzenia rozwiązać na przykład poprzez grupę v-kartografów która wspólnie utworzyła wysokiej jakości dużej rozdzielczości mapę fizyczną kontynentu ale bez oznaczeń, nazw geograficznych itp pozwoliła każdemu zainteresowanemu „lokalnemu” kartografowi korzystać z niej na potrzeby własnych prac – jako tło do nanoszenia granic państw, miejscowości i własnych nazw geograficznych.

Dlatego uważam za niezwykle ważne utworzenie takiej organizacji jak NTG – organizacji która ma stworzyć forum dla geografów różnych państw kontynentu aby mogli wspólnie zadbać o zgodność tworzonych przez siebie map, aby móc wymieniać się efektami swojej pracy, opiniami na temat pracy kolegów i uwagami o charakterze ogólnym.

Oczywiście – dobrze by było gdyby powyższe problemy rozwiązały rządy mikronacji na drodze np. umów międzynarodowych ale z tego co wiem żadne z państw kontynentu nie ma „państwowego wydawnictwa kartograficznego”, mapy w związku z tym i tak tworzą osoby indywidualne, więc lepiej aby standardy między sobą uzgadniały te osoby które na co dzień tworzą mapy niż politycy którzy często nie wykazują większego zainteresowania wirtualną kartografią.

Nie uważam jednak że rządy nie mogą mieć pozytywnej roli w rozwoju wirtualnej kartografii. Trzeba im tylko „pomóc”. Na przykład w sprawie granic. NTG z członkami zrzeszonymi w różnych państwach działało by jako swoista „grupa nacisku” na MSZ-ty państw aby w sposób jedno znaczy ustaliły wzajemne granice. Członkowie NTG oczywiście gotowi są zaoferować pomoc techniczną związaną z precyzyjnym opisywaniem przebiegu granic. Podobne działania można by podjąć po ustaleniu wspólnego systemu współrzędnych geograficznych aby państwa stosowały je przy określaniu np. stolic czy granic jednostek podziału administracyjnego. Tutaj również NTG oferuje wszelką pomoc.

Mapy mają oddawać jak najdokładniej wirtualną rzeczywistość. A wirtualna rzeczywistość istnieje i funkcjonuje tylko dzięki konsensusowi osób w niej uczestniczących. Dlatego bez konsensusu wśród geografów nie będzie wysokiej jakości map.
Dlatego podsumowując:  geografia i kartografia naszego kontynentu ma „problemy” i tylko wspólnie można je rozwiązać.

—————————————————–
*Niestety byłem w stanie ustalić jaka jest nazwa tego morza – kolejny przykład na bolączki naszej kartografii. Ja osobiście proponował bym nazwę Morze Śródnordackie.

 

Microball

Bez tytułu.png

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „#1

  1. Walery Śniady pisze:

    Panie Redaktorze,

    Chciałem wyrazić oburzenie, że do Pańskiej gazety trafił osobnik, który bredzi i co gorsza usypia czytelników. Mówię oczywiście o tym Chuju Miramontesie. 😛 Chciałem również nadmienić, że Miramontes uczęszczał i uczęszcza do klasy zintegrowanej, w której się integruje z dziećmi upośledzonymi umysłowo. 😀

    Pozdrawiam
    Walery

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s