Luźne dywagacje.

Długo czekałem na wystarczającą wenę, aby zabrać się do napisania kolejnego numeru Niecodziennika Republikańskiego. Ostatni numer, tego jakże ambitnego czasopisma, pojawił się w marcu 2016 roku. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze siądę przed monitorem, aby pobawić się w mikroświatowego redaktora, ponieważ w mojej ocenie, już od dawna jest to zbędne zajęcie, które nic nie wnosi. Wystarczy tylko rzucić okiem na Planetę Mikronacji, no chyba, że o jej istnieniu już też zapomnieliście. Grupa odbiorców, która przeczyta mój wywód, zapewne zamknie się w ilości palców u dłoni, no ale czasem w życiu trzeba robić rzeczy bezużyteczne, które dadzą chociaż nam odrobinę satysfakcji. 

Mikroświatem zacząłem się ponownie interesować po wielomiesięcznej przerwie, dlaczego? Nie wiem, zapewne sentyment i jakieś wewnętrzne poczucie obowiązku, aby sprawdzić, jak miewa się nasza wirtualna ojczyzna. Po pewnym czasie w życiu chyba każdego mikronauty nadchodzi taki czas, kiedy życie realne staje się tak przytłaczające, że spycha świat ten wirtualny na dalszy plan. Jest to moment, kiedy wiele osób porzuca ten specyficzny rodzaj rozrywki i skupia się na sprawach ważnych, które mają rzeczywisty wpływ na ich życie. Tak było w moim przypadku i pewnie każdy doświadczył czegoś podobnego. Jednakże z czasem zazwyczaj znajdujemy chwilę czasu dla siebie i odbywamy sentymentalną podróż do wirtualnego świata, w którym niegdyś potrafiliśmy przesiedzieć całe dnie i wraz z innymi ludźmi, pracować na rzecz kraju, albo brać udział w innych ambitnych inicjatywach. I tutaj sam sobie stawiam zasadnicze pytanie, co dostrzegłem podczas mojej sentymentalnej podróży?

Nie chcę mi się zbytnio lać wody i pisać dekadenckich tekstów, które miałyby wieścić, że mikroświat chyli się ku upadkowi, ponieważ jest to wtórne i żałosne, i chyba każdy czytał już coś podobnego. Jednak nie sposób zauważyć jednej rzeczy, a mianowicie tego, iż populacja mikroświata zmniejsza się. Ilość państw, która istniała na przełomie 2010 roku, więc całkiem niedawno, a ich ilość obecnie, jest naprawdę o wiele mniejsza. Co się stało z mieszkańcami owych państw? Tego nie wie nikt, aczkolwiek z pewnością większość z nich nie wyemigrowała do krajów, które istnieją w chwili obecnej. O przyczynach upadku bądź marazmu wielu zasłużonych państw, moglibyśmy pisać godzinami, dlatego daruję to sobie, bo w tym temacie, każdy jest mądrzejszy od drugiego. Mnie tylko zastanawia, dlaczego zdecydowana większość byłych obywateli tych państw, nigdy więcej nie wróciła do wirtualnego świata? Warto byłoby się kogoś o to zapytać, dlatego takie właśnie pytanie zadam dwóm moim dobrym znajomym, którzy od kilku już lat, nawet nie chcą myśleć o ponownym zaangażowaniu się w życie mikroświata. Poniżej znajdziecie ich zacytowane wypowiedzi w tym temacie:

Mikronacje od zawsze były niszowe. Można je porównać do produkcji Paradox-u. Przykładowy Hearts of Iron lub seria Europa Universalis. Są to produkty które celują do konkretnych grup społecznych. Miłośników przede wszystkim historii, polityki czy nawet ekonomii. 

W ciągu kilku lat mojej obecności ujrzałem powstawania różnych v-państw. Dziś ilość mikronacji jest o wiele mniejsza, tym samym zginęło pojęcie “yoyonacji”. Elementem który wpływa na rezygnację z mikronacji jest wypalenie. Ciągle ci sami ludzie, to samo państwo, nic nowego się nie dziele. Sprawia to, że osoba zaangażowana rezygnuje prędzej czy później. 

Z drugiej strony mamy niszowość, czyli szansa, że ktoś “wejdzie” do tego świata jest o wiele mniejsza niż w przypadku innego produktu.

Silnik mikronacji jest bardzo stary, przecież wszystko toczy się na forum. Forum jest ograniczone. Wojny są prawie, że niemożliwe, gospodarka czysto tekstowa w ostateczności państwo zmienia się w symulator parlamentu.

Jednak brak unifikacji i jednego silnika sprawia, że każda mikronacja jest unikalna.

Na końcu ludzie dorastają. Idą na studia, zmieniają otoczenie, podejmują pracę czy zakładają rodziny. Czas który mogą poświęcić na mikronacje jest coraz mniejszy. 

Można spytać “Co dalej” z mikronacjami. Na pewno one nie znikną z dnia na dzień lecz staną przed wyborem drogi ewolucji. Mikronacje nie mogą stać się “grą”, one nigdy nawet nią nie były. Jedną z lepszych dróg byłoby utworzenie ONZ-u i promowanie mikronacji, ludzi zainteresowanych tą wyjątkową tematyką jest wielu. Jednak problem z silnikiem pozostanie, ma on swój urok, wyjątkowy, ale jednak na standardy dzisiejsze jest mocno archaiczny i niedoskonały.  

 

 

Zasadniczo zrezygnowałem z mikroświata z paru powodów, gdzie wyróżniłbym bezpośrednie i długoterminowe. Bezpośrednim były zdecydowanie narodziny gier wojennych na Facebooku (szerzej znanych pod angielską nazwą wargames), na swój sposób podobnych do mikronacji, a dających większą dynamikę i pewien powiew świeżości, nie ujmując tutaj w żaden sposób mikronacjom, które z perspektywy czasu mogę ocenić jako stojące na zdecydowanie wyższym poziomie. Potem i z tego zrezygnowałem, na rzecz, no właśnie, działalności społecznej i konferencji Model United Nations, tj. młodzieżowych symulacji ONZ. Zabawa w młodzieżową «politykę», czy prawdziwą czy symulowaną w jakiś sposób jest spowodowana przez wczesny wpływ mikronacji. Jest sporo osób z mikroświata, które dążę niezmiennie szacunkiem (chylę czoła ojcom Bialenii, premierowi von Wittowi i królowi-towarzyszowi Ametystowi), są i wśród nich takie które wpłynęły znacząco na moją realną drogę życiową. Dlaczego nie wracam? Bialenia nadal jest w moim sercu i mam do niej niezwykle sentymentalny stosunek, ale jednak trudno byłoby mi wrócić. Ten pociąg do realnej «polityki» (wciąż w cudzysłowie, bo na tym etapie ciężko to polityką nazwać, prędzej społecznikostwem) robi swoje w kontekście powrotu. Czas wolny, a dokładniej jego dojmujący brak w programie matury międzynarodowej, do tego różne aktywności pozaszkolne, olimpiady, prace badawcze, innego rodzaju obowiązki. Ciężko dla mikroświata wysupłać czas. Jeżeli kiedykolwiek, to pewnie dopiero po maturach, jak czasu będzie (sic!) więcej.

Wnioski? Wyciągnijcie sami. Jedynie nawiążę do wypowiedzi pierwszego autora, który wspomniał o unifikacji. Osobiście od zawsze jestem zdania, że mikroświat musi być traktowany, jako jeden wielki projekt, a nie kilka mniejszych, które cieszą się na widok, kiedy ich konkurencja powoli zaczyna dogorywać. Dlatego od zawsze twierdzę, że lekiem na wszelkie bolączki v-świata, jest wspólne zaplecze informatyczne, które dałoby możliwość wspólnego systemu gospodarczego. Wielokrotnie wspominałem o potrzebie utworzenia polskiego Bastion Union, a nawet byłem zaangażowany w projekt o nazwie Wspólnota Mikronacji, jednak posiadałem wtedy zbyt nikłe doświadczenie, aby podejść do tego projektu profesjonalnie, a co tu dużo ukrywać, po prostu byłem zbyt młody i nieogarnięty, aby moje działania mogły w jakiś sposób pomóc przekonać ludzi do tej idei. Warto wspomnieć, że kraje, które wówczas zaniechały dołączenie do WM, nie przetrwały do dnia dzisiejszego i ślad w zasadzie po nich zaginął. Czy mógł być to dla nich ratunek? Na dwoje jahołdzki szaman wróżył. Serdecznie przesyłam pozdrowienia dla Pavl’a Abramovicia, prezydenta Republiki Interlandu, który był twórcą i pomysłodawcą idei Wspólnoty Mikronacji. Szkoda, że to nie wypaliło, bo była to z pewnością szansa dla wielu państw.

Feliks Spirkin

Dżamahirija Bialeńska

Republika Bialeńska jest państwem bez wątpienia o dość specyficznym klimacie. Jest to miejsce, gdzie przenikają się klimaty tak różne, że jest to dla wielu niezrozumiałe oraz komiczne. Żeby zrozumieć tę aurę tajemniczości otaczającą nasz kraj, trzeba stać się jego częścią i dać się ponieść jego specyfice. Domeną Bialenii jest to, że nigdy nie został narzucony siłą żaden klimat. Wiele mikronacji zostało już na początku swego istnienia skazanych na jeden sztywny schemat, czego przykładem mogą być państwa inspirowane Hiszpanią, Watykanem, krajami nordyckimi czy dawnymi mocarstwami sprzed I Wojny Światowej. Czas pokazał, że takie twory wcześniej czy później ulegają wypaleniu, ponieważ ich charakter nie pozwala na improwizację oraz rewolucję kulturową. Bialeńczycy postanowili oprzeć specyfikę swojej ojczyzny na swoich zainteresowaniach, co w pewnym sensie było bezprecedensowe. Wykształcenie się bialeńskiego klimatu zajęło lata i nawet do tej pory jest on na tyle elastyczny, iż każdy kto ma jakiś kuriozalny pomysł, a jest go w stanie chwytliwie zaprezentować, może liczyć na uznanie wśród reszty rodaków. Przykładów było wiele i tutaj musielibyśmy się cofnąć nawet do początków naszej państwowości, aczkolwiek wydaję mi się, że nie jest to najważniejsze w temacie, który chcę poruszyć.

Pewien czas temu po odzyskaniu przez Republikę Bialeńską niezawisłości, obywatele zdecydowali podzielić kraj na dwie części. Bialeńczycy są narodem bardzo zróżnicowanym i większość z nich posiada tendencję do narzucania swoich racji reszcie rodaków, co siłą rzeczy musi prowadzić do sporów wewnętrznych. W celu ich zażegnania i pogodzenia zwaśnionych obywateli, po długich dyskusjach został znaleziony złoty środek, a mianowicie podzielenie państwa na Dżamahiriję Bialeńską oraz Rzeszę Bialeńską. Dzięki temu konsensusowi, obywatele mogli wybrać obóz, który bardziej odpowiada ich światopoglądowi. Dzisiaj przyjrzymy się Dżamahiriji, która niczym feniks z popiołów, odradza się po dość długim marazmie.

Osoby skupione wokół tej północnej części Bialenii, są tą częścią społeczeństwa, która przede wszystkim ceni sobie konserwatywne wartości Republiki. Spotkamy się tutaj z dużą ilością zielonych flag oraz innych wzorców zaczerpniętych z realnej Libii Muammara Kaddafiego, który to wręcz stał się ikoną Republiki Bialeńskiej w początkowym okresie jej istnienia. Z czasem, wraz z rozwojem państwa, kiedy to do Bialenii zaczęło przybywać coraz to więcej osób, takie fundamentalne wartości zaczęły schodzić na dalszy plan. Część starego społeczeństwa kraju, która była przywiązana do do wspomnianej symboliki, nie mogła pogodzić się z nadchodzącymi zmianami. Na przestrzeni lat został podjęty szereg działań, mających przywrócić dawny styl państwa. Tutaj znowu, aż prosi się o napisanie artykułu o rewolucji kulturalnej w Bialenii, która miała miejsce kilka lat temu. Jednak i na to przyjdzie pora, więc pokrótce, aby zarysować realia tamtych czasów, koniecznie trzeba przypomnieć utworzenie Partii Regionów, która reprezentowała interesy najbardziej ortodoksyjnej części obywateli. Partia z czasem zaczęła tracić na znaczeniu, a jej próby odzyskania wpływów pod szyldem Partia Regionów-Rewolucja, zakończyły się fiaskiem. W między czasie miały miejsce mniejsze lub większe zrywy, do których można zaliczyć „ponyzację” Bialenii, kiedy to duża część społeczeństwa ustawiła w awatarach Kucyki Pony. Z perspektywy czasu wydaje się to śmieszne, aczkolwiek były to próby rozpaczliwego zwrócenia na siebie uwagi. W bardzo szybkim czasie po tych wydarzeniach, obywatele, którzy byli wierni starym ideą oraz byli zwolennikami fabularyzacji, a także rozwoju państwa opartego na dużej swobodzie regionów, odeszli z Repbubliki Bialeńskiej i musiał minąć bardzo długi okres czasu, kiedy to postanowili na nowo zaangażować się w życie swojej ojczyzny.

Kiedy Bialenia powróciła na mapę mikroświata, jako już wolny kraj, po nieudanym romansie z Księstwem Sarmacji, bardzo duży procent obywateli, którzy zrezygnowali dawniej z wyżej wymienionych powodów, ogłosili powrót do kraju. W dość szybkim czasie podjęli reaktywację Partii Regionów-Rewolucja, która wywalczyła utworzenie Dżamahiriji Bialeńskiej z północnej części kraju. Jest to miejsce, gdzie cofamy się w czasie o kilka lat do tyłu, gdzie społeczeństwo gorliwie wierzy w nauki Zielonego Kościoła, na każdym skwerze stoi pomnik Muammara Kaddafiego, a w Jahołdajewszczyźnie dzieją się tak absurdalne rzeczy, że na trzeźwo bez szklanki bimbru pędzonego na prochu z kałacha, nie idzie tego zrozumieć.

Można sobie zadać pytanie, co przyniesie przyszłość Dżamahiriji Bialeńskiej? Tego nie wie nikt, ale naszym obowiązkiem jest dokonać wszelkich starań, aby w dzisiejszym mikroświecie, każdy znalazł dla siebie miejsce.

Feliks Spirkin

Zastosowanie realnych szkół ekonomii w Mikronacjach

Zastosowanie ekonomiki w produkcjach komputerowych, jest odwiecznym problemem twórców gier. Mikronacje, mimo, że nie są grami w rozumieniu klasycznym¹ to podlegają tym samym prawą. Odwzorowanie ekonomii jest proste, w klasycznej grze możemy zrobić system np. kupując dane dobro wraz z malejącą jego ilością cena rośnie i np. co 48 godzin zapasy zostają uzupełnione. Jednak znowu rodzi się problem, że tylko użytkownik, inaczej gracz, jest podmiotem, który wpływa na cenę NPC nie kupuje tym samym popyt nie rośnie, a cena jest uzależniona od gracza. O ekonomice w grach można rozmawiać na różne sposoby, o niej samej w grach RPG/fabularnych, gdzie dochodzi do transakcji rynkowych oraz o symulatorach społeczno-ekonomicznych np. Simsy i tym podobne.

Co do pierwszej grupy w tego typu produkcjach wyróżnić możemy głównego bohatera produkcji, postacie fabularne (te dobre i złe), przeciwników-NPC oraz same NPC. W tej hierarchii wpływ na otoczenie zazwyczaj mają tylko bohaterowie. Wyobraźmy sobie grę Gothic rozbudowaną tak, że np. NPC może coś nam wykupić.

Przykład 1

Idziemy kupić miecz dla Świstaka (Gothic 1), ale NPC dosłownie chwilę wcześniej go wykupił. Działanie nie będące skryptem stałym. Postać może ale nie musi tego zrobić.

Teoria ekonomii mówi, że człowiek podejmuje decyzje świadomie w celu zaspokojenia jakiejś potrzeby. Nie będąc głodnym i mając zapas chleba, nie musi go kupować. Tym samym działanie zmierzające do zaspokojenia głodu chlebem, nie będzie polegało na jego kupieniu, a użycia możliwego zapasu². Dlatego właśnie ciężko jest stworzyć w grach rozbudowanych system realnej ekonomii. Zmusiło by to gracza do zwiększenia zapotrzebowania na zasoby komputera, aby NPC mógł realnie podejmować różne z góry przygotowane możliwości.

Skoro omówiliśmy jak ten problem wygląda w grach³ przejdźmy do samej mikronacji. Jak zostało to w artykule wcześniejszym wskazane, funkcjonują one na starym silniku niezdolnym do symulacji gospodarki. Podstawą każdej mikronacji jest (przynajmniej był kiedyś) tzw. Bank. Można było naliczać punkty za aktywność, 1 pkt za wpis, 2 pkt za nowy temat. Jednak prowadzi to do zbędnego środka. Co za te pkt można dostać ? Nic ? To poco mam je zbierać. Brak również możliwości ustalania czegoś na wzór PKB. Oczywiście można obliczać ilość nowych wątków, tematów, zarejestrowanych użytkowników/obywateli.

Jednak co ze szkołami ekonomicznymi. W wielkim skrócie szkoły liberalne czy bardziej centrystyczne są ciężkie do zaimplementowania. Ponieważ mikronacje nic nie są w stanie oferować ponad usługę, jaką jest możliwość uczestniczenia w ich życiu. Każdy przejaw działalności gospodarczej ogranicza się do stricte tekstowego działania. Fabularnie można iść drogą liberalną, jednak realnie tj. ponad fabularne przejawy gospodarki… ciężkie jest to do wykonania.

Każdy przejaw gospodarki musiał by mieć wpływ na mikronacje. Można próbować tworzyć pod strony  np. Fabryka Czołgów, Farma Kogoś czy zakład jakiś usług. Jest to o tyle lepsze, że widać je. Wówczas realnie coś powstaje i w jakiś sposób można tego doświadczyć. To świetne rozwiązanie dla gospodarek liberalnych. Również i centralny system gospodarczy może na tym zyskać. Nie tylko wersja tekstowo-fabularna ale i pokazująca zewnętrzne linki do stron danych przedsiębiorstw. Na takich stronach przedsiębiorstwo może informować czym się zajmuje, dane techniczne tj. jak wygląda produkcja (wszystko co można opublikować by jak najbardziej urzeczywistnić istnienie takiego przedsiębiorstwa, że nie jest ono wyłącznie fabularne).

Tak wiec, czy można zastosować szkoły ekonomiczne ? Jest to trudne, ale nie niemożliwe.

Podatki w mikronacjach.

Nie można mówić o gospodarce bez podatków. Można je zaimplementować w mikronacjach. Np. konta w banku i każdy użytkownik musi płacić np. 5 pkt miesięcznie. Punkty zaś zdobywa za aktywność na forum. Można liczyć tematyka off-topic 0 pkt. Praca w parlamencie tj. w dziale parlamentu dla parlamentarzystów 5 pkt. A za inne tematy inna stawka. Do tego jest potrzebny system, który będzie pilnować, aby naliczanie punktów było uczciwe i ciągłe.

Podatki powinny spływać do kasy państwa. W tym celu jednak jest potrzebna współpraca z innymi mikronacjami w celu wytworzenia Banku Międzynarodowego. Jednak jest to osobny temat.

____________________________

¹ Gra jako twór komputerowy, w którym użytkownik steruje daną postacią z fabułą, misją/celem np. Gothic czy seria GTA. Mikronacje nie są grami w tym rozumieniu, są one raczej symulatorami-społecznościami.
² Zakładając, że zapas jest do konsumpcji. W innym przypadku chleb albo będzie kupiony albo zostanie kupiony później w celu uzupełnienia zapasów.
³ Ogólnie nie zagłębiając się w nic więcej.

Ali ibn Abi Talib

Z serii trzy pytania dla…Ronona Dexa!

Jaki jest sens sił zbrojnych w realiach wirtualnego świata?

W zasadzie sens jest taki sam, jak i innych elementów tworzonych w wirtualnym świecie – jest to po prostu zabawa, która nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Wirtualny świat jest po prostu rozrywką… o której poziomie decydujemy sami.

Mogą natomiast odpowiedzieć jaki dla ma to sens. Jest to oczywiście rozrywka umysłowa, która polega na tworzeniu własnych struktur z zachowaniem jakiejś sensownej podstawy realistycznej. Nieco to przypomina podobne zabawy umysłowe, jakie odbywają się na forach historycznych. Tam tworzy się coś zwane „alternatywną rzeczywistością”, a uczestnicy tworzą i opisują swoje pomysły dotyczące jakiś alternatywnych rozwiązań dla danego kraju, armii i w jakimś okresie historycznym. Są jednak mocno ograniczeni stanem wyjściowym i realizmem wynikającym z faktycznych wydarzeń historycznych oraz oczywiście polityką, mentalnością oraz ekonomią danego miejsca i okresu.

W mikroświecie takich ograniczeń nie ma… Chcąc wykorzystać podczas tworzenia v-armii jako wzorzec jakiś sprzęt z reala możemy to robić bez oglądania się na realowe uwarunkowania. W realu, ze względów politycznych i ekonomicznych dwa typy sprzętu pochodzące np. z państw zwaśnionych czy konkurujących ze sobą nigdy nie wystąpiły czy nie wystąpią obok siebie. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie by miało to miejsce w mikroświecie – wszak narracyjnie ten sprzęt budujemy w naszych, również fikcyjnych fabrykach. Piszemy jego własną historię która np. w przypadku produkcji dla Sił Zbrojnych RB jest mieszanką technicznych faktów oraz narracyjnej fikcji.

Idąc dalej – można bez skrępowania brać za wzorce sprzęt, który powstał tylko jako prototypy czy wręcz koncepcje ilustrowane nawet nie prototypami, a makietami do wizualnej prezentacji koncepcji… koncepcji, które w realu nie znalazły uznania lub dla danego kraju okazały się po prostu niemożliwe do zrealizowania ze względów ekonomicznych czy politycznych.

Wprawne oko (oglądając strony Wojsk Lądowych RB) zauważy, że sprzęt w dużej mierze jest tym co występowało lub mogło występować w reglowych Wojsku Polskim. Przecież bojowy wóz piechoty, który przejściowo występował z SZ RB gdzieś około 2014, a oznaczony CVT-4 to nic innego jak koncepcyjny BWP-2000 (z lat 90-tych), który nigdy nie wszedł do użycia i produkcji. Idąc dalej – podstawowy, gąsienicowy bojowy wóz piechoty CVT-5 oraz wóz wsparcia ogniowego na jego podwoziu to nic innego jak zarzucona (głownie w powodów ekonomicznych i słabości technologicznej przemysłu obronnego) koncepcja „platformy bojowej Anders”. W realu upadła bo państwo nie było w stanie tego zrealizować (do dzisiaj zresztą nie jest i dalej mamy w realnej armii mocno przestarzałe BWP-1), ale mikroświat nie ma takich ograniczeń (podobnie jak gry komputerowe z których pobrałem wizualizację sprzętu) i można sobie uznać, że nasze wirtualne fabryki mogły sobie coś takiego zbudować, a nasza wirtualna armia kupić. Tak można długo… kołowy wóz bojowy CVW-5 to nic innego jak używany w realowym WP Rosomak (licencyjna Patria) – tyle tylko, że w naszej wirtualnej armii funkcjonują też odmiany, które w realu zakończyły się na prototypach np. wóz wsparcia ogniowego CVW-5C-ACV to nic innego jak zarzucona koncepcja wozu nazwanego „roboczo” Wilk, która pojawiła się tylko w jednym prototypie i to chyba nawet nie do końca wyposażonym w systemy kierowania ogniem. W naszej mikronacyjnej fikcji było jednak inaczej i pojazd sobie z powodzeniem służy w SZ RB.

Sama koncepcja organizacyjna naszej około 250-tysięcznej armii bialeńskiej jest niczym innym jak moim własnym pomysłem na organizację i wyposażenie reglowego WP… gdyby było nas na to stać i gdyby nie polityka (taka czy inna). Oczywiście opiera się na realistycznych podstawach sprzętowych oraz na założeniach organizacyjnych funkcjonujących w nowoczesnych armiach. Tyle, że założenia sprzętowe są bardziej techniczne niż ekonomiczne, a rozwiązanie organizacyjne nie jest powielone, ale raczej bazują po prostu na założeniach i rozwiązaniach organizacyjnych związanych z przewidywaną taktyką działań i prawidłowym zabezpieczeniu logistycznym.

Gdzie indziej można realizować takie koncepcje własnego wizerunku armii („olewając” realną politykę i ekonomię) – jak nie w mikroświecie? Na reglowych forach przy tworzeniu własnych koncepcji trzeba trzymać się właśnie realizmu historycznego, politycznego i ekonomicznego – w mikroświecie tworzymy własny „realizm” czyli własną politykę, ekonomie i historię. Nie jesteśmy więc zbytnio skrępowani przy tworzeniu własnych koncepcji – w zasadzie tylko na tyle na ile uzgodnimy wspólne jaka ta armia ma być duża i jaki poziom techniczny (czy odpowiednik okresu historycznego) ma reprezentować. Resztę możemy kształtować dowolnie wg tego co nam przyjdzie do głowy i zgodnie z naszymi wizjami.

Czy kooperacja armii poszczególnych państw, dałaby możliwość ich rozwoju? (stworzenie czegoś na wzór realnego NATO) 

Z punktu widzenia praktycznego oczywiście nie, bo i tak nie będziemy toczyć wojen (nie da się) – ale taka współpraca ma oczywiście sens. Nawiązując do tego co napisałem powyżej – to taka współpraca jest metodą na dyskusje i wymianę doświadczeń na temat tychże własnych koncepcji armii.

Tego w sumie najbardziej brakuje w takiej współpracy międzynarodowej. W zasadzie obecnie polega ona na tym, że podpisuje się jakiś traktat i… tyle. Czasem pojawia się jakiś element narracji, ale zwykle szybko się kończy. No bo skoro nie można zrobić tego, do czego w zasadzie służy armia czyli do walki to trudno o jakieś ciekawsze pomysły na współdziałanie.

W zasadzie jedną formą współpracy, która niosłaby możliwość rozwoju byłoby właśnie doprowadzenie do czegoś w rodzaju „kółka dyskusyjnego” na temat stworzonych przez nas mikronacyjnych armii, dyskusje nad ich kształtem, strukturami czy pomysłami na ich uzbrajanie. Wymiana pomysłów i rozważania nad ich skutecznością – bo skoro jesteśmy skazani tylko na teoretyzowanie, to moim zdaniem jest to jedyna forma współpracy. Ktoś stworzył jakieś struktury i przyjął jakieś założenia – ktoś inny realizuje inny pomysł na te same elementy. Jak to połączyć i ubrać w jakąś współpracę? Chyba tylko poprzez dyskusję nad tymi koncepcjami, ich porównywanie i wzajemne przekonywanie się o słuszności lub jej braku.

Co jest złotym środkiem w kreowaniu wirtualnej armii tak, aby zachować realizm, który zapobiegnie przykładowo wyprodukowaniu tysiąca głowic nuklearnych w ciągu jednego wieczora?

W zasadzie takim środkiem jesteśmy my sami… Aby zachować realizm musimy najpierw chcieć go zachować i tym samym stosować po prostu element samokontroli. Oczywiście można zastosować metodę wymuszenia na tworzących armie zachowania tego realizmu, ale oznacza to tylko, że ten element samokontroli muszą zachować władze danej mikronacji.

W zasadzie zawsze mnie zastanawiało po co komuś takie „tysiąc głowic”? Przecież w mikroświecie nie da się prowadzić wojny, a więc co daje, że ktoś sobie napisze „mam tysiąc głowic”?

Kompletnie nic – bo nikogo nimi nie zniszczy… bo aby coś komuś zniszczyć – to ten ktoś musiałby się zgodzić na zniszczenie. Można sobie napisać, że „zbombardowałem państwo X” – ale jeżeli to państwo nie będzie chciało tego zaakceptować (a z zasady nie będzie), to nic z tego nie wynika. Co najwyżej piszący o takich zniszczeniach narazi się na śmieszność lub zostanie totalnie zignorowany.

Tutaj bardziej bym się skupił na sposobach realizowania tych naszych wirtualnych armii. Można oczywiście pójść po najmniejszej linii oporu i wstawić fotkę ściągniętą z sieci oraz opis zerżnięty z Wikipedii (swoją drogą takie sobie źródło… pełne błędów – szczególnie jeśli chodzi o polskojęzyczną, bo  angielsko- i rosyjskojęzyczna jest o wiele lepsza). Tylko jaki to ma sens?
Moim zdaniem sens ma zrobienie czegoś własnego, realizacja jakiś własnych pomysłów i sam proces dochodzenia do tego. Bo wtedy jest to rozrywka przynajmniej choć trochę umysłowa.

Dlatego przy tworzeniu Sił Zbrojnych Republiki Bialeńskiej, jak i w przypadku gdy obecnie tworzymy gwardie lenne czy może wkrótce również gwardię Dżamahiriji zawsze szukam możliwości by nie tylko same struktury były czymś stworzonym specjalnie na mikronacyjne potrzeby, ale też by wizualizacja tego miała jakieś indywidualne cechy. Stąd wybieram do tego celu choćby różne gry komputerowe – szczególnie takie gdzie można wprowadzać własne elementy graficzne np. malowania czy oznakowania na samolotach. Wtedy coś takiego staje się czymś specjalnie stworzonym dla zilustrowania tworzonych struktur czy działania już formie jakiejś narracji. Nawet wtedy gdy jest to niemożliwe i trzeba skorzystać z gotowych zdjęć to próbuje zawsze dodać jakiś element indywidualny. Wystarczy z pomocą programu graficznego nieco „poprawić” ilustrację – choćby dodać do zdjęcia okrętu „naszą” banderę czy numer taktyczny, zgodny z tym przyjętym w tworzonych siłach zbrojnych. Z podobnych względów tworzy się system nazewnictwa sprzętu – tak aby nie powielać nazw z reala. Skoro sprzęt ma specjalnie stworzoną mikronacyjną historię, to ma też specjalnie stworzone nazewnictwo (oznaczenie typu). Ma to stworzyć odpowiedni klimat – klimat czegoś indywidualnego, specjalnie stworzonego na potrzeby wirtualnego świata.

Sensacje sezonu ogórkowego:

* LASOLUD NA POLESIU. Wypoczywający na Polesiu turyści zobaczyli tajemnicze leśne stworzenie. To pierwsza tego typu obserwacja na Polesiu od kilkudziesięciu lat.
* TAJEMNICZE OBIEKTY NAD WYSPAMI PRZYJAŹNI. Od początku lipca nad Wyspami Przyjaźni widywane są NOLe. Czy to eksperymenty bialeńskiego wojska, sarmackie samoloty szpiegowskie, czy kosmici? Odpowiedź już w następnym numerze.
* 3 PROMILE WE KRWI PIŁKARZA. Rozgrywki bialeńskiej B-klasy obfitują w wiele ciekawych sytuacji. Po zwycięskim meczu Zielonych Plejary z Lwami Łebień okazało się, że strzelec dwóch bramek miał we krwi 3 promile alkoholu. Nie przeszkodziło mu to w zostaniu zawodnikiem meczu.
* BURMISTRZ DWURZECZA Z ZARZUTAMI. Marian P. został oskarżony o to, że w godzinach pracy strzelał do gołębi zanieczyszczających okolice ratusza.
* SZALONY NAUKOWIEC. Docent z politechniki w Lubiążu postanowił udowodnić teorię światów równoległych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s